Tu był raczej prosty układ. O rozwód ona zabiegała, ojciec od kilku lat zagranicą bierze dzieciaki tylko 2 razy do roku na ferie/wakacje. Ma z nim kontakt praktycznie tylko poprzez syna, bo nawet nie chce z nim smsów pisać, jeśli się da. Do tego zawnioskowała o unieważnienie małżeństwa kościelnego. I mówiła wprost, że nie szuka ojca, bo ojca mają, a za 3 lata starszy pewnie będzie chciał się wyprowadzić i tak, więc szuka kogoś z kim może spędzić resztę życia. Uczciwe podejśćie, które bardzo szanuje.
Chyba po prostu nie dogadaliśmy się w kwestii definicji. Znam ludzi co chodzą do kościoła 3 razy w tygodniu i np. nie wyobrażają sobie, że ich syn nie będzie chodził. Tutaj podejście było zdecydowanie bardziej liberalne.



