Ja to wiem sick, ale sama idea aż takiego focusowania się nauczycieli tylko na lekturach mnie odrzucała. Nie oszukujmy się, młodym nie chce się czytać, a tekstami sprzed 200 lat nauczyciele/ministerstwo nie zachęci ich do sięgania po książki.
Powiem Ci na swoim przykładzie, zaciekawiły mnie dwie lektury w całym szkolnym życiu - w podstawówce Opowieści z Narni oraz w gimnazjum Hobbit. Nic więcej. Znajdź ich wspólny mianownik. Ale co pisałem, miałem farta do nauczycieli, podczas gdy i w gimbazie, i w technikum były dostępne o wiele gorsze opcje.
Wracając, ja nie mówię by nie przerobić tych lektur, ale nacisk i mniemanie jakie mają niektórzy o tym jest wręcz przesadzony.
Na maturze miałem na rozprawce (chyba) Lalkę. Był ten fragment tekstu, do którego napisałem bardzo dużo (bo go miałem po prostu przed oczami), miałem się odnieść do całości utworu (co zrobiłem chyba w 5 linijkach, bo nic nie pamiętałem) i do własnego tekstu kultury (to wziąłem tam jakiś serial i nabijałem słowa), Zdałem na jakies 65/70%.
Do tego zmierzam, że jasne, nauczyciele mają swój plan zajęć, kumam, to ich praca, ale jestem zdania, że można te lekcje polskiego przeprowadzić w znacznie ciekawszy sposób niż katowania nastolatków tekstami, z których za tydzień i tak nic nie będą pamiętać. Można to IMO zrobić w ciekawszy sposób (my np. w technikum oglądaliśmy filmy Smarzowskiego i potem sobie o nich dyskutowaliśmy, znacznie lepsza opcja niż wałkowanie przez 2/3 tygodnie Dziadów i Panów Tadeuszów)
Podsumowując, tak, ten system jest do zmiany już dawno temu, uważam, że ciekawszym rozkładem lektur/oglądaniem filmów z uczniami można by ich bardziej wkręcić w świat kultury. Nie zmieniam zdania, że nauczyciele, którzy zafiksują się na punkcie 5 lektur i nie widzą nic innego poza nimi to najgorsze co się może przytrafić uczniowi.
Spoiler:
Spoiler:


