Hoffenheim - Freiburg 3:0
W sobotę byłem na PreZero Arena i obejrzałem na żywo mecz Hoffe z Freiburgiem. Po wysokiej porażce z Bayernem podopieczni Christiana Ilzera powrócili na zwycięską ścieżkę, pewnie pokonując mającego pucharowe ambicje rywala. W 1. połowie inicjatywa była po stronie Hoffe - już w 5 min. Kramarić trafił do siatki efektownym lobem, jednak po analizie VAR gol nie został uznany z powodu spalonego. W 16 min. Freiburg odgryzł się groźną kontrą, którą zakończył uderzeniem obok lewego słupka Yuito Suzuki. Najbliżej otwarcia wyniku przed przerwą był Hranac, obrońca Hoffenheim z bliska trafił w poprzeczkę. Po przerwie worek z bramkami w końcu się otworzył. W 46 min. po dośrodkowaniu z prawej flanki przez Coufala gola zdobył głową Fisnik Asllani, choc bramkarz Freiburga mógł się chyba lepiej zachować. W 51 min. Coufal znów świetnie dośrodkował, tym razem z rogu, a gola zdobył głową Ozan Kabak. Po utracie gola Freiburg próbował przejąć inicjatywę, ale miał poważne problemy ze stwarzaniem sytuacji pod bramką Baumanna - po raz kolejny okazało się, że Ilzer zbudował w Hoffenheim całkiem solidną formację obronną (coś, czego brakowało w poprzednich sezonach). Dobra zmianę dał Alexander Prass, który po jednej z akcji uderzył niewiele obok słupka. W piatej minucie doliczonego czasu gry, tuż po swoim wejściu na murawę, gola zdobył wracający po kontuzji Valentin Gendrey, któremu w tłoku piłkę wyłożył Prass.
Po tym świetnym zwycięstwie Hoffenheim pojedzie do Kolonii, a potem dwa mecze z drużynami zamykającymi tabelę - St. Pauli i Heidenheim. Żeby utrzymać miejsce dające grę w Lidze Mistrzów, tutaj trzeba będzie punktować.



