Zekranizują wszystkie trzy opowiadania i konsultują z Martinem kolejne sezony, poza tymi trzema - tak aby nie było wtopy jak przy ostatnim sezonie Gry o Tron.sickstick pisze: ↑27 lut 2026, 17:08Też przyznam że Rycerz 7 królestw fantastyczny, wreszcie jakieś fantasy bez pompatyczności, a po prostu przyjemna, sielankowa do oglądania opowieść. 6 odcinków po pół h, wyszło tego tyle co film kinowy.Spoiler:Jak lata temu czytałem książkę to miałem wrażenie że fabuły było więcej (jakaś akcja ze smoczym jajem czy bękartem namiestnikiem który wg teorii fanowskich miał się okazać tym typem wrośniętym w drzewo z oryginalnej serii), ale okazało się ze ten serial ekranizuje tylko jedno z 3 opowiadań z książki. Tak więc materiał na 2 kolejne sezony jest i myślę że będą na pewno.
Bardzo mi się podobał fragment tej walki (próby Siedmiu) widziany zza hełmu głównego bohatera, myślę że bardzo realistyczny. Mam na myśli że rycerstwo ogólnie w literaturze urosło do rangi czegoś super <fajnego> (brakuje mi odpowiednie słowa, ale chyba rozumiecie), a w rzeczywistości to chłopy zakuci w stal przez którą ledwo widzieli i ledwo umieli się ruszać walili mieczami na oślep.
Spoiler:
Mnie również bardzo się podobał ten pojedynek sądowy (Próba Siedmiu) pomimo, że osadzony w świecie fantasy był jednym z najbardziej realistycznych pod kątem walki jakie widziałem w TV. Widać, że na planie mieli doradców HEMA (Historical European martial arts) wykształconych na prawdziwych traktatach szermierczych. Zresztą cały turniej już w początkowych odcinkach świetnie pokazywał nie tylko kunszt i wyszkolenie doświadczonych rycerzy - naprzeciw bardzo zielonego w tej kwestii Dunka - ale również przynależny temu wszystkiemu "savior-vivre". Podczas starć pojedynkowych widać jak ryczerze unikają stratowania przeciwnika - nawet kosztem własnej wywrotki, bo tu chodzi o to aby wysadzić przeciwnika z siodła a nie o to by go celowo okaleczyć gdy ten leży na ziemi. Do tego typu manewrów potrzeba świetnego wyszkolenia i lat praktyki, których Dunk nie posiada (jak sam mówił: sir Arlan w walce konnej uczył go jedynie jak trafiać lancą w pierścienie - czyli absolutnej podstawy).
Pięknie to wychodzi potem już w pojedynku sądowym gdy ostre, twarde lance zastępują pojedynkowe (tepę, osłabione na końcach i normalnie kruszące się na tarczach). Wzmocniona przez kowala tarcza ratuje Dunkowi życie bo lanca zamaist przebić go na wylot kruszy tarczę i wciska mu pierścienie kolczej zbroi w bebechy. Tu kolejny ukłon do statusu Dunka jako biednego rycerza - długa kolczuga to o wiele słabsza ochrona od pełnej zbroi płytowej czy choćby pół-pancerza płytowego albo napierśnika, który zatrzymał by takie uderzenie. W walce pieszej Aerion również prezentuje, iż jest znacznie lepiej wyszkolonym rycerzem - wykorzystuje przy tym przewagę swojego wyposażenia zadając mordercze pchnięcia, na które kolczuga Dunka jest mniej odporna podczas gdy ten drugi próbuje ciąć na siłę co przynosi słaby efekt przeciwko zbroi płytowej. Dopiero cięcie Dunka pomiędzy płyty przynosi jakiś efekt choć do tego czasu sam Dunk krwawi już obfice z kilku otrzymanych pchnięć - jak zarzynany wieprzyk.
Zresztą dbałość o historycznie zgodne szczegły w całej tej walce jest kapitalna.
Aerion rzuca pół-mieczem w nieosłonięte zbroją nogi Dunka - manewr jak najbardziej zasadny i zgodny z realiami (kolejny raz decydującym w walce okazuje się status społeczny Dunka, którego nie stać na pełną zbroję i przciwnik próbuje to wykorzystać) Następnie Aerion w zwarciu używa pół-miecza jak młotka trzymając go odwrotnie i próbując wykuć oko przez wizjer w hełmie (miecz ma punkt ciężkośc zaraz za rękojeścią więc teny chwyt jest wielce poręczny i ponownie zgodny z realiami). Zapasy - coś co istnieje we wszystkich kronikach i zapisach o bitwach średniowiecznego rycerstwa ale w kinie rzadko jest pokazywane. Wcześniej - próby Aeriona wbicia Dunkowi sztyletu w bebchy przez oczka kolczugi gdzy tarzali się po ziemi. No i majstersztyk w końcowej części pojedynku - kapitalny manewr Dunka z przyjęciem cięcia (kolczuga spełnia swoją funkcję - znacznie je osłabia i niweluje impet) na bark pozwala mu użyć dźwigni na zablokowanym w zwarciu mieczu przeciwnika i sprowadzić go do ziemi - jest to oficjalna technika z traktatów szermierczych walki niemieckim długim mieczem (sir Arlan jednak czegoś go tam nauczył)
.
Ostatecznie Dunk wygrywa ten pojedynek o włos, w zasadzie jedynie w oparciu o czystą siłę fizyczną oraz żywotnośc i fakt, iż jego lepiej wyszkolony przeciwnik mający cięższą zbroję i mniejszą tężyznę fizyczną - zmęczył się zanim zdołał Dunka zabić.
Cios Maekara w hełm swojego brata - kolejny smaczek. Normalnie hełm mógł by to wytrzymać (choc nie musiał) i przełożyć/osłabić impet albo na grzebień hełmu albo pośrednio przy pęknięciu na przestrzeń pomiędzy głową a samym hełmem... ale Baelor używa zbroi syna - mniejszej, niedopasowanej. Mniejszy hełm przylega zbyt blisko jego głowy - stąd cios okazuje się śmiertelny w tych okolicznościach.
Te serial to generalnie mIła odmiana: oglądasz sceny i akcje wynikające z logicznych następstw różnych zdarzeń (oczywiście wciąż umocowanych w realiach i mechanizmach działania tego świata) zamiast wyssanych z powietrza i wrzuconych w środek bez ładu i składu na zasadzie: o bo tu ma teraz tak być.
Pięknie to wychodzi potem już w pojedynku sądowym gdy ostre, twarde lance zastępują pojedynkowe (tepę, osłabione na końcach i normalnie kruszące się na tarczach). Wzmocniona przez kowala tarcza ratuje Dunkowi życie bo lanca zamaist przebić go na wylot kruszy tarczę i wciska mu pierścienie kolczej zbroi w bebechy. Tu kolejny ukłon do statusu Dunka jako biednego rycerza - długa kolczuga to o wiele słabsza ochrona od pełnej zbroi płytowej czy choćby pół-pancerza płytowego albo napierśnika, który zatrzymał by takie uderzenie. W walce pieszej Aerion również prezentuje, iż jest znacznie lepiej wyszkolonym rycerzem - wykorzystuje przy tym przewagę swojego wyposażenia zadając mordercze pchnięcia, na które kolczuga Dunka jest mniej odporna podczas gdy ten drugi próbuje ciąć na siłę co przynosi słaby efekt przeciwko zbroi płytowej. Dopiero cięcie Dunka pomiędzy płyty przynosi jakiś efekt choć do tego czasu sam Dunk krwawi już obfice z kilku otrzymanych pchnięć - jak zarzynany wieprzyk.
Zresztą dbałość o historycznie zgodne szczegły w całej tej walce jest kapitalna.
Aerion rzuca pół-mieczem w nieosłonięte zbroją nogi Dunka - manewr jak najbardziej zasadny i zgodny z realiami (kolejny raz decydującym w walce okazuje się status społeczny Dunka, którego nie stać na pełną zbroję i przciwnik próbuje to wykorzystać) Następnie Aerion w zwarciu używa pół-miecza jak młotka trzymając go odwrotnie i próbując wykuć oko przez wizjer w hełmie (miecz ma punkt ciężkośc zaraz za rękojeścią więc teny chwyt jest wielce poręczny i ponownie zgodny z realiami). Zapasy - coś co istnieje we wszystkich kronikach i zapisach o bitwach średniowiecznego rycerstwa ale w kinie rzadko jest pokazywane. Wcześniej - próby Aeriona wbicia Dunkowi sztyletu w bebchy przez oczka kolczugi gdzy tarzali się po ziemi. No i majstersztyk w końcowej części pojedynku - kapitalny manewr Dunka z przyjęciem cięcia (kolczuga spełnia swoją funkcję - znacznie je osłabia i niweluje impet) na bark pozwala mu użyć dźwigni na zablokowanym w zwarciu mieczu przeciwnika i sprowadzić go do ziemi - jest to oficjalna technika z traktatów szermierczych walki niemieckim długim mieczem (sir Arlan jednak czegoś go tam nauczył)
Ostatecznie Dunk wygrywa ten pojedynek o włos, w zasadzie jedynie w oparciu o czystą siłę fizyczną oraz żywotnośc i fakt, iż jego lepiej wyszkolony przeciwnik mający cięższą zbroję i mniejszą tężyznę fizyczną - zmęczył się zanim zdołał Dunka zabić.
Cios Maekara w hełm swojego brata - kolejny smaczek. Normalnie hełm mógł by to wytrzymać (choc nie musiał) i przełożyć/osłabić impet albo na grzebień hełmu albo pośrednio przy pęknięciu na przestrzeń pomiędzy głową a samym hełmem... ale Baelor używa zbroi syna - mniejszej, niedopasowanej. Mniejszy hełm przylega zbyt blisko jego głowy - stąd cios okazuje się śmiertelny w tych okolicznościach.
Te serial to generalnie mIła odmiana: oglądasz sceny i akcje wynikające z logicznych następstw różnych zdarzeń (oczywiście wciąż umocowanych w realiach i mechanizmach działania tego świata) zamiast wyssanych z powietrza i wrzuconych w środek bez ładu i składu na zasadzie: o bo tu ma teraz tak być.



