A zatem jedziemy z nową edycją. Faworytami, tradycyjnie, kluby brazylijskie, choć Brazylia straciła w rundach eliminacyjnych dwóch uczestników - Bahia przegrała w rzutach karnych z chilijskim O'Higgins, zaś Botafogo uległo ekwadorskiej Barcelonie Guayaquil. Brazylijskim debiutantem w Copa Libertadores jest Mirassol, które jako beniaminek zajęło w ubiegłym sezonie czwarte miejsce w Serie A. Niestety, The Strongest La Paz z którymi sympatyzuję nie przeszli eliminacji, odpadli w rzutach karnych z wenezuelskim Deportivo Tachira.
Grupa D
Universidad Catolica - Boca Juniors 1:2 (Diaz 83' - Paredes 16' Bareiro 65')
Powracające do fazy grupowej Copa Libertadores Boca wywiozło cenne trzy punkty ze stolicy Chile. Mecz był rwany, sporo było fauli i przerw, a stosunkowo mało płynności w grze obu zespołów. W 16 min. doskonale znany z wieloletniej gry w Europie Leandro Paredes po zbyt krótkim wybiciu piłki przez gospodarzy kapitalnie przymierzył sprzed pola karnego. Chilijski zespół nie miał pomysłu na zagrożenie bramce Boca, próby ataków pozycyjnych nie stwarzały zagrożenia pod bramką Leandro Breya. W 35 min. goście byli bliscy podwyższenia prowadzenia - Paredes zagrał świetne, miękkie podanie za plecy obrońców do Santiago Ascacibara, który przyjął piłkę na klatkę piersiową i uderzył z półwoleja, jednak Vicente Bernedo popisał się efektowną paradą. Po przerwie gra nadal byłą rwana, a kontrolująca przebieg gry drużyna gości zapraszała Chilijczyków na swoją połowę. Mogli za to zapłacić, bo w 55 min. było blisko wyrównania - Clemente Montes popędził prawą flanką i dośrodkował, a główkę Zampedriego z trudem wybronił Brey. Kiedy wicemistrzowie Chile atakowali, zespół z La Bombonery zdobył drugiego gola - w 65 min. Lautaro Blanco świetnie dograł przed bramkę, a Adam Bareiro z bliska tylko przystawił nogę. Wydawało się, że Boca ma już pewne trzy punkty, ale Cruzados grali do końca - w 83 min. po rzucie rożnym Brey źle wyszedł do piłki, a Juan Ignacio Diaz trafił do pustej bramki. Sprawdzanie tego gola na VAR trwało bardzo długo (przypuszczam, że chodziło o ewentualny faul na bramkarzu) - został on uznany, ale długa przerwa chyba trochę ostudziła gospodarzy i pozwoliła na uspokojenie się Argentyńczykom, którzy skutecznie wybijali Chilijczyków z rytmu i dowieźli prowadzenie do końcowego gwizdka.



