Na pierwszy rzut oka dziwne, ale jak człowiek sobie przypomni, że silne niemieckie kluby to przede wszystkim RFN i to jak skomplikowana była sytuacja powojennego Berlina, jest to nawet zrozumiałe.
Hertha poza jakimiś zrywami typu sezon 98/99, zawsze była słaba a Union był tak hipsterski, że aż stał się popularny, myślę że przeciętność i chwiejność rywala też dołożyły swoją cegiełkę. Kluby typu Dynamo Berlin wiadomo, zaś jakieś nowe lub zapomniane inicjatywy zawsze trudno pociągnąć bez konkretnego wsparcia finansowego ani zaangażowanej społeczności.
Napisałbym, że podobnie jest z Warszawą, ale wobec tego wydarzyło się w latach 1939-1945, to porównanie byłoby bardzo nie na miejscu.



