Getafe - Racing Santander 1:0
Klub z Kantabrii powraca do La Liga po 14 latach przerwy, dlatego też w 2. kolejce wybrałem do oglądania ich mecz z Getafe. W barwach Racingu gra kilku ciekawych graczy, wystarczy wymienić Sergio Canalesa czy baskijskiego napastnika Asiera Villalibre, który akurat w tym meczu zagrał słabo. O dziwo, znana z brzydkiego futbolu drużyna Pepe Bordalasa w 1. połowie prezentowała się całkiem nieźle w atakach pozycyjnych i miała swoje momenty - w 28 min. po ładnej akcji sprzed pola karnego uderzył Martin Satriano, niewiele ponad bramką. Racing miał problem by stworzyć jakąkolwiek sensowną akcję ofensywną, Getafe było wyraźnie lepsze. Dopiero po zmianie stron ta sytuacja się zmieniła, a goście zaczęli grać odważniej. W 59 min. Inigo Vicente zagrał świetne podanie w tempo do Andresa Martina, jednak były piłkarz Rayo Vallecano źle przyjął piłkę i zmarnował świetną sytuację. Getafe odgryzało się głównie strzałami z dystansu - niecelnie uderzał m.in. Enes Unal. Racing uzyskał rzut karny po niepotrzebnym faulu - Sazonov machając ramieniem uderzył w twarz Jorge Salinasa, jednak strzał Andresa Martina z wapna znakomicie obronił David Soria. Chwilę później to Getafe zadało decydujący cios - w 81 min. Andres Garcia świetnie zagrał piłkę między bramkarza a obrońców, a Enes Unal z bliska tylko przystawił nogę. W przekroju całego meczu rzeczywiście gospodarze byli drużyną nieco lepszą.
Levante - Real Betis 5:2
To było znakomite meczysko. W pierwszych minutach gospodarze przeważali, i choć Betis pierwszy trafił do siatki, był tam niewielki spalony. Już w 13 min. mógł paść gol dla Levante - po strzale Ivana Romero ze środka pola karnego były bramkarz Las Palmas Alvaro Valles zdołał odbić piłkę na róg. W 24 min. wynik otworzył Adrian de la Fuente, zdobywając gola głową po rzucie rożnym. Betis błyskawicznie wziął się do roboty, już dwie minuty później strzał przy bliższym słupku w wykonaniu Rodrigo Riquelme obronił Mathew Ryan. W 34 min. Marc Bartra świetnie odnalazł się na linii pola karnego i mocnym uderzeniem pod poprzeczkę wyrównał. Betis grał nerwowo w obronie, popełniał błędy, a w pierwszej minucie doliczonego czasu gry stracił gola - po stracie w środku pola kapitalnym lobem z ok. 35-40 metrów popisał się Enzo Bardeli. Gospodarze nie cieszyli się długo z powrotu na prowadzenie, bo trzy minuty później po rzucie rożnym z bliska wyrównał Riquelme. Po przerwie Betis rozczarował, ofensywne zmiany niewiele dały, a gospodarze wyglądali naprawdę dobrze zarówno pod względem taktycznym, jak i przygotowania fizycznego. Kilka minut po przerwie świetnej sytuacji dla gości nie wykorzystał sprowadzony z AZ Alkmaar irlandzki napastnik Troy Parrott, który uniknął spalonego i z bliska główkował obok bramki. W 56 min. gola zdobył Roger Brugue - rozpaczliwie interweniujący Valles wygarnął piłkę już zza linii bramkowej. W 70 min. wieloletni już piłkarz Levante podwyższył na 4:2 - Ivan Romero trafił w słupek, a Brugue z bliska dobił do pustej bramki. Zespół Pellegriniego został dobity w piątej minucie doliczonego czasu gry - w kontrataku Ettay Eyong miękko wrzucił piłkę w pole karne, a Jon Olasagasti precyzyjnym uderzeniem głową przy słupku ustalił wynik meczu.



