Ale po kolei. Jak powiedziałem Chelsea ma wszystko co trzeba aby powtórzyć sukces z dwóch ubiegłych lat. Najsolidniejszy skład, silną... ba najsilniejszą ławkę na świecie i trenera, do którego nie można mieć obojętnego nastawienia, ale nie znam osoby, która uważa go za słabego trenera. Geniusz taktyczny, który w Chelsea chyba jednak się zatrzymał. Ten rok może być dla niego przełomowym, bo do początku gra dwójką napastników. Oczywiście gdy wszyscy dojdą do siebie to może wrócić do gry na jednego napadziora na szpicy, ale jakoś nie wydaje mi się.
Sukces Chelsea nie polega jedynie na ich bardzo dobrej grze. Moim zdaniem inne zespoły poprostu się nie rozwijają. Kto pozostał po tej wspaniałej drużynie Arsenalu, kiedy to nie przegrali blisko (albo ponad) 50 meczy? Wenger i Ferguson nie przeprowadzają zbyt wielu transferów. Wolą raczej przekwalifikować (czyt. Flamini na lewą obronę, czy Smith na środek pomocy) zawodnika niż zakupić kogoś solidnego na szukaną pozycję. Benitez z kolei kupuje dużo, ale czy trafnie? Nie przypominam sobie Hiszpana, który zwojowałby inną ligę niż La Liga. Wszyscy zawodnicy, którzy stanowią o sile The Reds przybyli z Hiszpani. Oczywiście jest Gerrard dusza i serce zespołu, ale on jedyny nie może walczyć, a Anglia z tego właśnie słynie. O ile Benitezowi dobrze się będzie grało z drużynami grającymi tzw. futbol techniczny to z outsiderami, którzy nie będą oszczędzać nóg rywala mogą sobie nie radzić (patrz pierwsza kolejka).
O innych zespołach nawet nie ma co wspominać bo stanowią one jedynie tło dla tych rozgrywek. Odebranie punktów przez jakieś Fulham czy inną Aston Villę faworytom będzie jedynie miłą niespodzianką dla niektórych, ale czymś co będzie się przydażać często. Wśród tego tła coś mogą namieszać zespoły Newcastle, Portsmouth i Tottenhamu, ale nie na tyle aby wygryźć Chelsea, ManU, Liverpool czy Arsenal z pierwszej czwórki.



