Wczoraj znowu można było odnieść wrażenie, że to piłka plażowa (piach, piach, piach) i jedynym pozytywnym (aczkolwiek oczekiwałem bo tak słabego Betisu dawno nie było) aspektem jest wynik bo mogliśmy spokojnie przegrać ten mecz. Nie wiem jak to się stało, że w ogóle udało nam się wyrównać i to jeszcze za sprawą Marqueza. Tego samego Marqueza, który zachowuje się tak jakby pierwszy raz stąpał po murawie a w myślach krzyczy pewnie 'Mamo, pomocy!!!'
Może z Celtą uda się wygrać?
Niech oni się wreszcie ogarną i zrozumieją, że nikt się przed nimi nie położy i nie dam im wygrywać na stojąco. Brakuje zaangażowania, błyskotliwości i nic nie zapowiada, aby nagle zrobiło się lepiej. Może Messi trochę ich pobudzi, ale na jego powrót jeszcze poczekamy. Póki co obawiam się każdego spotkania bez względu na rywala.


