Znamy juz prawie cały skład Final Six: Brazylia, Rosja, USA, Polska i Bułgaria. Niewiadomo kto otrzyma dziką kartę. Mam nadzieje, że nie Włosi, bo nie zasługują. Mimo iż Savani czy Cisolla robią wrażenie. Chciałbym aby zaprosili Franacuzów, bo to co wyprawiają w organizacji obrony, same rece składaja się do oklasków. W pierwszym meczu z Italią, francuski libero Exiga miał 22 obrony!
Brazylia - w sumie nie warto się rozpisywać, bo dostali najłatwiejszą grupe i spokojnie, systematycznie wprowadzali swoich liderów. Mozna było pobserwować młodsze pokolenie: Bruno, Edera Carbonere, Samuela Fuchsa, Murilo, Minuzziego czy powracającego po grze na plaży - Nalberta. Mają kim grać.
Rosja - niby powrót Chamuckich troche ożywił Rosjan, jednak trudno zmienic cechy charkterystyczne ich siatkówki. Mocno zagrywka, potęzny atak z wysokiego pułapu, wysoki blok i co gorsza dla nich - zero organizacji obronnej, kontratak praktycznie nonstop przez prawy atak. Z tak dysponowanym polskim blokiem to Rosjanie musza się nas obawiać. Jeszcze dygresja jak pan komentator Magiera na siłe chciał robić podwójna zmianę w Kubańczyów. Biedak nie zauważył, że wyspiarze grają starym systemem, na dwóch wystawiaczy. Szkoda, że Ci Kubańczycy ani rozegrania ani ataku, tylko warunki fizyczne.
USA - powiem szczerze zaskoczyli mnie. Tamten sezon mieli fatalny. A ich trener McCutcheon poza tym, że całkowicie rozbił przygotownie fizyczne Jankesów, wyróżniał się śmiesznymi słuchawkami. No wiecie... że niby ma kontakt z bazą (nie z Zazą [witaj Zaza
O Polsce i Bułgarii nie pisze z wiadomych względów.



