po meczu ze Spurs, który zakończył się kilkadziesiąt minut temu trzeba się cieszyć z tego jednego punktu. nie wolno za to nie psioczyć na styl w jakim ten remis został osiągnięty. po raz kolejny Gerrard i spółka zagrali słabe spotkanie. druga linia nie istniała zupełnie, a bez tego meczy wygrywać się nie da. słaba dyspozycja kapitana zespołu (i to nie jest wina wypadku z początku tygodnia, a raczej tej niezaleczonej do końca kontuzji i grania 'na siłę' w reprezentacji) oraz brak Alonso który Gerrarda mógłby zastąpić odbił się Rafie czkawką natychmiast. widoczny jest brak człowieka który mógłby resztę pociągnąć. jednym dokładnym podaniem, jednym zdecydowanym wślizgiem. ciągle jestem pod wrażeniem Mascherano bez którego ten mecz można byłoby spisać na straty. prawdziwy wojownik, ma serce do gry ten chłopak, nawet jak totalnie nie idzie... jednak nie jest typem zawodnika, który mógłby w pojedynkę mecze wygrywać.
Arsenal, MU, MC, Chelsea swoje mecze wygrały, zaczynają uciekać... tak jak początki za kadencji Beniteza zawsze były złe, tak teraz jest na odwrót: pierwsze mecze na plus, chwilowa zadyszka obecnie. mam nadzieję, że rywale zaczną gubić punkty, Liverpool zdecydowanie je zacznie zbierać. chociaż bez wzmocnia w zimie przynajmniej defensywy (środek obrony!) czy mimo wszystko pomocy (ktoś w rodzaju Quaresmy czy Rosickiego, technicznie nienaganny, z przeglądem pola, bardziej boczny pomocnik niż środkowy, przydałby się teraz bardzo) będzie ciężko...



