Carlo dziś spieprzył mecz, odebrał nam dwa punkty, dał jeden Genoi. Zrozumiałem, kiedy dał prezent Romie i wystawił fatalny skład, żeby Rzymianom było łatwiej (
80 minut byliśmy lepsi, 80 minut graliśmy poziom wyżej od gości, graliśmy u siebie, w dość mocnym składzie.
Brakowało u nas błysku, przez co niełatwo było przedrzeć się pod bramkę gości, jednak fakt jest faktem - z gry powinniśmy byli prowadzić wyżej, niż 1:0. Genoa znaczyła na boisku tyle, ile Inter w lidze w latach 1989 - 2007.
Co robi w takiej sytuacji Carlo? Kiedy zespół dominuje i brakuje tylko kogoś, komu możnaby posłać piłkę na nos? Kiedy ma się na ławce Pippo i Shevę, a rywali na deskach, liczących na najmniejszy wymiar kary?
Zdejmuje Pato, który cały mecz grał dobrze, ale co znaczy on bez wsparcia drugiego napastnika... Wprowadza za niego Ronaldinho, który nic nie znaczy bez napastnika, któremu możnaby podać.
Zdejmuje poprawnego dziś Seedorfa, wprowadzając boga futbolu Senderosa.
I wreszcie zdejmuje najlepszego dziś na boisku, grającego naprawdę świetnie, Beckhama, koło 70 minuty, choć we wcześniejszych meczach trzymał go wręcz na siłę na murawie, kiedy grę Anglika można było nazwać tylko jednym słowem - gówno. Dziś grał doskonale, a więc zszedł szybko. Wszedł Flamini.
Kiedy można i trzeba było rywali dobić, Carlo wprowadził trzech piłkarzy niezdolnych do tego. Zmiany, jakie mógł przeprowadzić przy prowadzeniu 3:0, nie 1:0 z groźnym rywalem.
W efekcie mamy 1:1 po bramce w 87 minucie, remis u siebie z zespołem, który zaprezentował jedno wielkie nic.
Ancelotti vada via!



