Pierwsza połowa nudna, a pierwsze minuty z lekkim wskazaniem na Sporting. Przy wyniku 0-0 Lahm musiał wybijac piłke z linii bramkowej (kto wie jakby potoczyło się to spotkanie gdyby wówczas Portugalczycy objęli prowadzenie). Potem ładna akcja Ribery i po błędzie obrońców Sportingu dziabnął sito. Nic nie zapowiadało jednak takiego pogromu. W drugiej połowce od początku Bayern zaczął grać już nieco lepiej i kontrolowali mecz. Co prawda druga bramka ze spalonego (strasznie fuksiarska, bo strzelona udem). Następnie ładna akcja Ze i Lahma, Niemiec jest faulowany, karny i Ribery spokojnie w lewy róg bramki podbija wynik na 3-0. W tym momencie Sporting się totalnie poddał. Co prawda Bento zrobił parę roszad, ale nie wpłyneło to znacząco na ich grę. Poza strzałem Liedsona z główki w drugiej połowie nie pokazali nic więcej. Bawarczycy tymczasem cały czas spokojnie kontrolowali mecz. Ribery pieknie wrzucił na Toniego i ten wreszcie się obudził podwyższając na 4-0. W ostatnich minutach gospodarze totalnie położyli lachę na to spotkanie i w 91 minucie na raty, z trudem, ale jednak Toni ustalił wynik na 5-0. Cóz za metamorfoza! Czy im faktycznie brakuje mobilizacji w Bl, że dostają baty od takich tuzów jak Hertha czy Kolonia? W Lidze Mistrzów są NAJLEPSZYM ZESPOŁEM i na dobrą sprawę pierwszym ćwerćfinalistą, bo nie wierzę, żeby Sporting wygrał 6-0



