mecz zajebisty, pod względem emocji i sporej ilości bramek. Błędów od cholery po obu stronach. Dla nas w sumie pierwsze bramki padały trochę z niczego. Tzn. Liverpool powinien strzelać, bo mieli ogromną przewagę, ale jakoś dawaliśmy radę.
Może po kolei.
Fabiański - bardzo przyzwoity mecz. Chyba nie można go winić za żadną z bramek. Strzał Torresa [ten drugi] miał na ręce, ale piłka mocno uderzona, no i głównie wina Sylwka, który też zawinił przy drugiej bramce, gdy podawał do Fabiana na 4 metry z napastnikiem na plecach
Song, Nasri bardzo dobrze, ale głównie w drugiej połowie [tak, w tej co straciliśmy 4 gole
Czy mi się wydaje, czy nie mieliśmy żadnego rożnego ?



