Do awantury doszło 22 marca zeszłego roku, po meczu Stali Stalowa Wola z GKS-em Katowice. Wracający pociągiem na Śląsk katowiccy szalikowcy podczas postoju na dworcu w Tarnowie zaczęli śpiewać, że “zawsze i wszędzie policja j….na będzie”, po czym obrzucili funkcjonariuszy kamieniami. 21 z nich zostało rannych.
O sprawie zrobiło się głośno, bo parę godzin później na stacji Kraków Mydlniki oddziały prewencji zatrzymały pociąg z kibicami i po użyciu gazu łzawiącego zatrzymały 43 uczestników bitwy. Zostali aresztowani, a na wolność wyszli w lipcu, po wpłaceniu kaucji.
Szalikowcy oskarżyli funkcjonariuszy o znęcanie się fizycznie i psychicznie nad zatrzymanymi. Na tej podstawie prokuratura wszczęła dwa odrębne śledztwa, dotyczące akcji policji w Tarnowie i Mydlnikach. Według naszych informacji w pierwszym przypadku sprawa została umorzona, a ta decyzja jest prawomocna. - Uznaliśmy, że przywracający porządek na dworcu funkcjonariusze nie przekroczyli uprawnień i nikogo nie prowokowali - potwierdza prokurator Bożena Owsiak, rzeczniczka prasowa Prokuratury Okręgowej w Tarnowie. Śledztwo dotyczące akcji w Mydlnikach ciągle trwa.
Tymczasem w lipcu rozpoczął się proces 29 szalikowców GKS-u Katowice podejrzanych o udział w zbiegowisku o charakterze chuligańskim i czynną napaść na funkcjonariuszy. Sąd przesłuchał sześciu pierwszych oskarżonych, którzy nie przyznali się do winy. Kolejna rozprawa odbędzie się 24 września.
Wcześniej siedmiu innych uczestników zajść w Tarnowie zostało skazanych prawomocnie na dwa lata więzienia. Ósmemu wymierzono karę w zawieszeniu. Wobec wszystkich zastosowano też pięcioletni zakaz stadionowy.
źródło: Gazeta Wyborcza Katowice
Skandal, ale do przewidzenia. Napierdalali wszystkich, pookradali z telefonów i pieniędzy ale "Uznaliśmy, że przywracający porządek na dworcu funkcjonariusze nie przekroczyli uprawnień i nikogo nie prowokowali - potwierdza prokurator Bożena Owsiak, rzeczniczka prasowa Prokuratury Okręgowej w Tarnowie."



