Sam przez naście lat chodziłem na GKS, więc mam pojęcie, co się wyprawia na stadionach. Żart polega na tym, że to, co na GKS wtedy było normą, a zostało prawie zlikwidowane, na Legii jest powodem wielkiego konfliktu, bo zakończenie samowolki kiboli jest przez nich uważane za "Białoruś", a gdzie indziej jest Europą. W tym tkwi problem Legii obecny.
Hasło o byciu kibicem klubu, a nie sekcji, to mocny kandydat do złotych ust - 90% kibiców nie ma pojęcia o tym, że klub piłkarski, z którym się utożsamiają, dla którego wydają sporo własnych pieniędzy i oddają mu swój czas, ma inne sekcje. SKLW chodziło na piłkę, bo tam było najwięcej rywali i największe zainteresowanie. Piłka ich nie interesowała, stąd wykpić należy to, jak to oni za klub oddaliby życie - jakby dziennikarze zainteresowaliby się pokazami pirotechniki na pustym stadionie bez meczów, to nawet same mecze piłkarskie nie byłyby potrzebne. Generalnie większości tych kiboli piłka jest zbędna - istotne jest pójście gdzieś, gdzie można się podrzeć z kumplami. To jest smutne.
Ale przynajmniej pokazuje, ile tak naprawdę są warte ich słowa o przywiązaniu do zespołu - bo jak na razie tylko werbalizują swoje przywiązanie do Legii, swoimi czynami świadcząc o tym, że jej nienawidzą, krzywdząc ją przy każdej okazji.



