Przyzwyczaiłem się do tego, że rywale mają przeciwko nam stuprocentową skuteczność. Dzisiaj mieli 50%, za to nasi chyba 10%. O ile pierwsza połowa mogła skończyć się wynikiem 0-2, tak druga mogła i powinna co najmniej 5-1. Dobrze, że udało się szybko wyrównać, bo już byłem pewien kopaniny i nieskuteczności.
Villa niech się wreszcie ogarnie, bo żal patrzeć na te jego zmarnowane setki.



