Kiedyś w drugiej zachodniej przyjechała do nas Lechia ZG. w ostatnich minutach na 1-1 strzelił nam bramkę niejaki Topolski. Strasznie nieprzyzwoicie się cieszył i machał coś do naszego młynka. Kilka minut później po końcowym gwizdku ustalił nieoficjalny rekord świata na 100 metrów spierdalając do szatni przed kilkunastoma chłopakami z trybun.
Pamiętam do dziś jak próbowali się im wbić do szatni. a pomeczowy prysznic przedłużył się o bitą godzinę



