Co do rozdzielenia systemu kwalifikacji to jestem przeciwny, ale naturalnie już dawno się zastanawiałem czemu władze piłkarskie ciągle punktują na równi LE i LM. Przelicznik na poziomie LMx1,5 i LEx1 jest rozsądny. Zdecydowanie trudniej jest osiągnąć półfinał LM aniżeli nawet triumf w LE.
Co do tradycyjnego płaczu włoskich kibiców. Od lat już słyszę, że włoskie nie traktują LE na poważnie. Nie wiem zatem co takie kluby jak Sampdoria, Napoli czy Udinese mają do roboty w rodzimej lidze, że nie chce im się nawet wyjść z grupy. Ale nieco ważniejszza sprawa. Z czołowych lig europejskich tylko włosi traktują ten puchar ulogwy. Jakoś zarówno Hiszpanie (wygrana Sevilli w 2006 i 2007 roku, Atletico w 2010, finał Espanyolu w 2007 roku, triumf Valencii w 2004), Anglicy (finały w wykonaniu Fulham 2010 i Boro w 2007, triumf Liverpoolu w 2001) oraz Niemcy (finały Werderu w 2009 i BVB w 2002 oraz seryjni półfinaliści m.in Bayern, HSV, Werder czy Schalke) pokazują, że można jednocześnie walczyć o czołowe miejsca w lidze jak i w pucharach a występy w tym mniej prestiżowym turnieju dają kibicom wiele radości i wspomnień. Skoro zatem te trzy ligi uciekają to co, do roboty ma środek tabeli Serie A?



