No to było tak:
Przyszliśmy sobie pograć w piłke, a mój kolega na takim zajebistym rowerku BMX. Graliśmy gdzieś tak 2 godzinki, w końcu kolega, właściciel BMX'a, chciał iść do domu, a że stał na bramce oledzy nie chcieli go puścić i zaczeli jeździć na rowerze ( chłopak jest kompletną ciotą i jest z deczka powalony, więc nic nie robił tylko się patrzył).
Chłopaki tak sobie jeździli i w końcu wpadli na pomysł, ze wezmą jednego na kierownice i będa jeździć. Chłopak ze zdjęcia był na kierownicy...
Wypieprzyli sie na pierwszym zakręcie, kierowcy nic sie nie stało a kolega, jak widzicie....



