To tworzenie potworków językowych, quasi obraźliwych określeń, by jasno określić wroga i zmieszać go z błotem, jest stosunkowo nowe. Ale od zawsze myli się zjawisko przestępstw na tle kibicowskim z stadionem. One nie mają miejsca na trybunach - tam jest bezpiecznie. Zagrożenie zaczyna się dopiero na ulicy. Nie da się takich ludzi wyłapać na stadionie, tak samo jak nie da ich się wyłapać, gdyby szli do kościoła. I nie mają związku z kibicowaniem w rozumieniu stadionowym. To jest zupełnie inna grupa, na która klub nie ma wpływu, których klub nie wychowuje - robią to koledzy, osiedla, życie. Chodzenie na mecze, oglądanie piłkarzy to jest ułamek takiego życia, osobne hobby. Zresztą nie wszystkich to interesuje.
Gdyby nie istniały kluby piłkarskie, znalazłyby się inne powody do skanalizowanie agresji. Piszesz, że 3 gości pocięło dzieciaka, a prawdopodobnie pocięli go inni 15-latkowie z innego klubu. To, o czym czytamy w gazetach, nie zawsze jest na tle klubowym, dużo jest na tle osobistym typu dziewczyna, czy z powodu interesów. O ofiarach rozbojów czy pobić nie mówi się tak efektownie, gdy sprawcami nie są kibole/chuligani/pseudokibice/pseudokibole.
Poza tym guzik się na tym znam, ale wiem, że nie ma to nic wspólnego z przeciętnym kibicem. I właśnie dlatego nie powinno być rozpatrywane pod kątem kibicowskim, ale jako zwykłe przestępstwa. Chodziłeś na stadion na Ukrainie, przejdź się na Lecha, Legię, Wisłę i zobacz czy dzieją się straszniejsze rzeczy niż rzucanie butelką. To na zewnątrz jest inny świat i wyglądałby podobnie, gdyby nie nie było w Polsce klubów. Co takie osoby, o których piszesz, obchodzi, czy dostaną zakaz stadionowy?



