Znowu znajomy temat. Tego modelu próbował już Janusz Filipiak, chcąc sobie wychować tanio młodą drużynę wychowanków odnoszącą sukces, którą można także drogo sprzedać. W opozycji do pewnego klubu, który kupuje sobie sukcesy. Ponieważ klub cudem się utrzymał, model zmienił się na Polaków w wieku obojętnym, ponieważ w innym klubie jest za dużo zagranicznych zawodników. Aktualnie wiadomo jaki jest nowatorski pomysł Profesora - zawodnicy z Polski są za drodzy, więc sprowadza hurtem z zagranicy.Dominik Kubiak jako trener bramkarzy, dwóch nowych i młodziutkich golkiperów w Lechu Poznań, wreszcie żadnych innych transferów poza Aleksandarem Tonewem - Kolejorz zdecydowanie zwraca się w stronę młodzieży. - Naszym wzorem jest FC Barcelona - mówi dyrektor sportowy klubu Andrzej Dawidziuk. - Chcemy stworzyć zespół oparty na wychowankach, wyszkolony według jednolitej, spójnej filozofii gry.
FC Barcelona to klub, w którym niegdyś wielkie sukcesy święcił obecny trener poznańskiego Lecha Jose Bakero. Jest on wyznawcą zasady, że obecnemu Lechowi potrzeba przede wszystkim czasu. W mniejszym stopniu transferów. Także nowy dyrektor sportowy klubu Andrzej Dawidziuk zgadza się z tą filozofią. - Wszyscy jesteśmy rozczarowani ostatnim sezonem. Jasne jest, że potencjał tej drużyny jest dużo większy niż wynik, który osiągnęła - mówi. - A skoro tak, to nie wymaga ona rewolucyjnych zmian w składzie i wielkich transferów. Naszym zadaniem jest nie rewolucja, ale doprowadzenie do tego, by wynik zaczął być adekwatny do potencjału. By Lech zaczął wykorzystywać w pełni moce, które już ma.
Oczywiście tutaj znowu mamy do czynienia z w pełni świadomą zmianą polityki klubu. Tak chcieli. Janusz Filipiak nie chce prowadzić drużyny najmniejszym kosztem, Rutkowski również. Nie ma ona żadnego związku ze zwalnianiem pracowników, oszczędzaniem na odżywkach, renegocjacjami kontraktów i rozpaczliwymi próbami sprzedania Semira Stlicia. To też łykacie?









