No wszystko ok. Tylko np. zawodnik się nie sprawdził i zostaje wyrzucony na trybuny z takich czy innych przyczyn. Ma podpisany kontrakt na 4 lata, a klub chce go sprzedać za bezcen lub nawet oddać za darmo. Zawodnik zakupił dom,wynajął nauczyciela do nauki języka żeby się dopasować do klubu i zaaklimatyzować. Niestety coś nie wyszło i klub chce się go pozbyć mimo obowiązującej umowy. Takie coś jest w porządku? Takich przypadków też jest całe multum i ciężko to ocenić jednoznacznie.Kamil232 pisze:Nie słyszałeś nigdy o klauzlach transferowych?Masz w nicku fcb to chyba w Hiszpanii to nawet obowiązkowe jest wpisywanie w kontrakcie klauzul transferowych?
Sprawa jest prosta, Modric mógł podpisując kontrakt zażądzać takiej klauzuli i Levy mógłby mu naskoczyć jak ktoś by wyłożył taki hajs. Nie zrobił tego także cóż już to pisałem i się powtórzę, kontrakt obowiązuje obie strony, nikt go nie zmuszał do podpisywania go, dostał za to sowitą pensję, zebrał pewnie dobry hajs za podpis, więc teraz od jego pracodawcy zależy czy się zgodzi na transfer czy też nie. Zawsze mnie to irytowało jak grajek po 2-3 latach dobrej gry żadą transferu, albo podwyższenia płacy to oczywiście prezesu mają lecieć i się na wszystko zgadzać, no bo przecież jak to tak? Zasłużył płać mu więcej albo sprzedaj. Natomiast jeśli grajek po 2-3 latach fatalnej gry obniżył znacznie swój poziom gry, to jakoś nigdy zawodnik nie zgodzi się na to, żeby mu zmniejszyć pensje adekwatnie do tego jak obniżył swoje loty. Dlaczego zawsze prezesi mają być zakładnikami gwiazdeczek? To jest chorę, że zawodnik podpisuję kontrakt zgarnia potężny hajs za podpis za kontrakt 4-letni a po roku chce odejść, to co może niech odda ten hajs który rok temu zgarnął co? bo na coś innego się w kontrakcie umawiano. Mówie stanowczo nie takim praktykom i gdyby tylko Levy miał takie możliwości finansowe i mógłby sobie pozwolić na takie coś to byłbym za tym, że potrzymać takiego gościa przez rok w rezerwach może by się nauczył szacunku do pracodawcy.
Nie było by takiego problemu, gdyby zawodnik i prezes starali się co najmniej zrozumieć. Wiadomo, że każdy dba o swój interes i innych potrzeby go nie interesują. Tylko, jeżeli się spotkają dwie osoby, które umieją dojść do kompromisu wszyscy czerpią na tym korzyści prędzej czy później.



