Czynniki losowe (m.in), które w rzeczywistości układają się w pewien wzór skutkują tym, że dzieci pozbawione są rodziców, co może nie ma związku z poziomem dobrobytu (a może jednak ? np. wraz ze wzrostem dobrobytu ludzie częściej jeżdżą samochodami, latają samolotami, budują elektrownie atomowcze co ma wpływ na częstotliwość "zdarzeń losowych" powodujących osierocenie dzieci itd) ale powoduje konieczność poszukiwania rozwiązań systemowych umożliwiających im odpowiednie warunki do rozwoju i które ty (!) uważasz za niepotrzebne, bo tkwisz w naiwnym przekonaniu, że dobrobyt wyeliminuje taką konieczność . To są twoje słowa ! Ja tymczasem wskazuje na zmienne warunkujące kolejne fale "niechcianych, osieroconych itd." dzieci, które bez względu na poziom dobrobytu będą napływały (różnicowaniu może ulec ich ilość a zatem rozmiar problemu, ale go nie wyeliminuje)bo czynników losowych z założenia nie da się wyeliminować.
Poza tym kolego. to ty się wygłupiłeś i próbujesz odwrócić kota ogonem twierdząc, że w rzeczywistości mamy podobne zdanie. Wykręcając się potrzebą ulepszania nowych instytucji, co jest słuszne, ale nie powinno wykluczać poszukiwania innych lepszych instytucji.
No to może wyjaśnisz łaskawie o co chodziło z tym leczeniem bezpłodności ? bo o ile dobrze pamiętam pisałem o tym, że poziom dobrobytu mierzonego m.in stopniem zamożności nie eliminuje m. in. niechęci zwykłych ludzi do adopcji, czyli niechętnie adoptujących dzieci. Ty natomiast stwierdziłeś, że jest wręcz przeciwnie (czyli eliminuje ten problem) uzasadniając to ... postępem w leczeniu bezpłodności. Może z łaski swojej wyjaśnisz ?Tyle w temacie rozumienia kto co pisze.



