Re: NBA...

Awatar użytkownika
Morrow
Administrator
Administrator
Posty: 12926
Rejestracja: 15 maja 2006, 22:36
Reputacja: 2055

Re: NBA...

Post autor: Morrow » 21 cze 2013, 13:49

No więc Miami. Nie skreślałem ich i udowodnili, że stać ich było na tytuł. Zdecydowały szczegóły, epizody i indywidualne błyski i błędy, równie dobrze dzisiaj z mistrzostwa mogli się cieszyć kibice Spurs. Podejrzewam, że Game6 do końca życia wryje się im w głowy. Cholernie szkoda też Duncana, ten rzut na remis pewnie będzie mu się śnił po nocach a grał wyśmienicie w tych finałach. Cały mecz był niezłym podsumowaniem serii, obie drużyny cały czas były blisko, to byli godni siebie rywale. Biały tu za każdym razem forsuje teorię, że Miami to tylko LeBron. Pozwolę sobie się nie zgodzić. LBJ to gwiazda Miami, jej lider i zarazem największa gwiazda ligi, co do tego nie ma wątpliwości. Wczorajszy mecz wyborny w jego wykonaniu, w całej serii grał na dobrym poziomie ale daleki bym był od zachwytów i pisania, że w pojedynkę wygrał ten tytuł dla Heat. Miał mecze dobre, bardzo dobre i przeciętne. Zaryzykuję stwierdzenie, że to właśnie wsparcie ludzi drugiego planu okazało się kluczowe i w dużej mierze to dzięki nim LBJ ma w posiadaniu kolejny pierścień. Można powiedzieć, że LeBron zrobił co do niego należało ale warto zauważyć też innych, którzy dali mu wsparcie, szczególnie w ostatnich meczach. Wczoraj Battier był cichym bohaterem, Wade swoje też zrobił, w meczu numer 6 Chalmers długo trzymał Heat przy życiu dając LBJ dobre wsparcie, trójki Allena w końcówce okazały się kluczowe dając zwycięstwo Miami. MVP dla Jamesa jak najbardziej zasłużone ale IMO wczoraj zagrał najlepszy mecz tych finałów, wcześniej w większości to nie były kosmiczne spotkania w jego wykonaniu, momenty owszem, jak choćby zryw w 4 kwarcie w poprzednim meczu ale zmierzam do tego, że błędny jest moim zdaniem wniosek, że LeBron sam w pojedynkę załatwił Heat ten tytuł a reszta zespołu była dla niego kotwicą.

Inna rzecz, że LBJ jest najlepszym graczem ligi i nikt chyba tego nawet przez moment nie negował. On jest jakby w swojej własnej kategorii ale dla mnie jest jednak półkę niżej od Jordana. Wczoraj zagrał wyśmienicie, był w tej serii najlepszym graczem Heat, tego od niego oczekiwano i koniec końców spełnił pokładane nadzieje.

Fajne finały, emocjonujące do samego końca, ze zwrotami akcji i dramaturgią. Trochę szkoda Spurs, równi przez cały sezon, oparci na weteranach, kolejnej takiej szansy na wygranie ligi mogą już nie dostać. Przeważyły błędy w 4 kwarcie meczu numer 6. Tam San Antonio mogło zamknąć te finały, trochę je przegrali na własne życzenie. Inna rzecz, że czynnikiem robiącym różnicę w grze Spurs w finałach był Green. Dopadła go jakaś choroba, skuteczność poleciała no i Heat go praktycznie wyłączyli w dwóch ostatnich meczach. Jego punktów właśnie zabrakło. Wczoraj lepszy mecz Ginobliego niż w poprzednim meczu ale na te jego straty w G6 i G7 trudno było patrzeć. Po tych finałach może mieć sobie sporo do zarzucenia.

Cóż sezon się kończy, warto poczekać na kolejny, oby równie emocjonujący do samego końca.

Wróć do „Inne sporty”