Spokojna wygrana, choć trzeba przyznać, że rywale nie postawili wysoko poprzeczki. Być może duża w tym zasługa kontuzji Veli, który już na początku meczu musiał opuścić boisko.
Zaczęło się od kolejnej szybko straconej bramki (ogólnie mam wrażenie, że drużyna Realu jest specjalistą w takim wchodzeniu w mecz), na szczęście już minutę później James wyrównał stan rywalizacji. Później Real przeważał, miał nawet stuprocentowe sytuacje, jak ta Garetha, gdzie powinien zostawić piłkę Jamesowi, ale koniec końców udało się trafić drugą bramkę za sprawą Ramosa i na drugą połowę zespół wyszedł z jednobramkowym prowadzeniem. W drugiej połowie Baskowie zupełnie oddali pole gry i Real spokojnie to wykorzystał. Benzema wsadził dwie bramki, gdzie druga była cudownej urody, do tego były szanse na kolejne gole, kolejną setkę zmarnował Bale.
Widać po dzisiejszym meczu jak wiele daje tej drużynie Isco - dla mnie to jest najrówniej grający piłkarz w tym sezonie i z wielką przyjemnością ogląda mi się jego grę. Oprócz niego na pochwały zasługuje na pewno Benzema.
Po raz kolejny z ławki wszedł Jese i niestety dalej widać, że nie jest w formie. Mam nadzieję, że w najbliższym czasie dostanie cały mecz do zagrania, bo widać, że brakuje mu gry. Na ostatnie 10 minut wszedł też Chicharito, więc pewnie przez najbliższy miesiąc nie podniesie się już z ławki.
Ogólnie fajnie oglądało się ten mecz, piłkarze znowu mieli momenty, gdzie bawili się piłką, więc mam nadzieję, że zwiastuje to dobrą grą w następnych meczach.



