Brazylia - Peru 2:1
Canarinhos wymęczyli to zwycięstwo, a ich występ pozostawił wiele do życzenia. Zbyt wiele zależne od Neymara, kiepska postawa obrońców, środek pola również nie prezentował się najlepiej (mało odbiorów ze strony Fernandinho), a boczni zawodnicy rzadko kiedy przynosili pożytek w akcjach ofensywnych. Z drugiej strony może to dopiero pierwsze koty za płoty, inauguracje nie zawsze muszą być efektowne, czasami dobrze jest zacząć w nieco mniej imponującym stylu, pozmagać się trochę z danym rywalem, a dopiero z każdym kolejnym meczem nabrać rozpędu. Zwłaszcza, że inni mocarze również nie imponują formą, Chile oraz Urugwaj nie rozegrały wielkich zawodów, Argentyna dała sobie wydrzeć wygraną pomimo dwubramkowej przewagi, a Kolumbia przegrała. Może i Brazylia nie miała wystrzelić z dyspozycją. Dzisiaj kilku zawodników pokazało różne oblicza, np. taki Willian w pierwszej odsłonie pojedynku grał bardzo słabo, ale w drugiej już postawa zawodnika Chelsea była zdecydowanie lepsza. Podobnie z Davidem Luizem, który w drugiej połówce nie solił już tylu błędów, lepiej się ustawiał i nie tracił piłek (generalnie jednak gracz PSG to wciąż beznadziejny przypadek). Fernandinho również jakby z upływem czasu zaczął grać nieco wyżej. W każdym razie trzy punkty zgarnęli, a Dunga ma wiele do poprawy.



