Szwecja - Dania 2:1
kapitalne widowisko w Solnie. Początek ze wskazaniem na Szwedów, którzy szybko zyskali rzut rożny, ale kolejno to Duńczycy mieli trzy dogodne okazje na gola. Gospodarze skutecznie grali w obronie, jednak blokowanie strzałów rywala miało miejsce po rażących błędów w kryciu. Jak się okazało, nie tylko Trzem Koronom doskwierał niemały problem z dobrym ustawieniem linii defensywnej, albowiem kolejne akcje gospodarzy wykazały podobną nieporadność u gości. Efektem gol Forsberga, ale myślę, że sam Ibrahimović mógł zejść na przerwę z bramką na koncie i nie liczę rzutu wolnego tuż przed końcowym gwizdkiem arbitra. Pierwszy kwadrans drugiej połowy to absolutna dominacja Szwedów, którzy ze spokojem robili swoje na tle bezradnych przeciwników. Dziwne, że zespół Olsena wybiegł po przerwie z takim ubytkiem koncentracji i druga bramka dla podopiecznych Erika Hamrena była tego konsekwencją. Mimo wszystko 2:0 było rezultatem nieco karcącym mających swoje szanse Duńczyków, dlatego trafienie Nicolaia Jørgensena cieszy, ponieważ raz, że wynik końcowy oddaje przebieg rywalizacji, a dwa, kontaktowe trafienie "duńskiego dynamitu" to świetna informacja w kontekście rewanżowych emocji. Będzie się działo. Ostatnie 20. minut było pod absolutną dominacją Danii. Jej rywale zaskakująco opadli z sił, Ibrahimović musiał zejść z placu gry przedwcześnie, a Olsen udowodnił, że ma nosa do przeprowadzenia zmian.
Dobry dzień dla piłki nożnej. Porządna dawka wrażeń.



