Post Wyświetl pojedynczy post autor: mistyk » 16 cze 2009, 21:20
mistyk
Post Wyświetl pojedynczy post autor: człapuś » 16 cze 2009, 21:54
A mnie się wydaje, że teraz priorytetem powinno być ściągnięcie do zespołu klasowego bramkarza. Po bardzo prawdopodobnym odejściu Valdesa zaczyna się poszukiwanie bramkarza nr 1 w Barcelonie. Zaczęły się negocjacje z Asenjo, podobno mogą zacząć się z Akinfeevem.mistyk pisze:Nawet jesli Eto`o zostanie ( a na to sie zanosi) to i tak potrzebujemy wzmocnien z przodu.
człapuś
Post Wyświetl pojedynczy post autor: Mentor » 16 cze 2009, 22:31
Na tych dwóch piłkarzy musielibyśmy wydać ponad 100 mln euro. Dolicz do tego koszty pozostałych piłkarzy (bo potrzebujemy przecież transferów na inne pozycje) i zadaj sobie pytanie czy, aby na pewno to jest droga, którą powinniśmy obrać?mistyk pisze:Dla mnie osobiscie Ribery i Zlatan to priorytety, ale wyglada na to, ze zadnego z nich nie uda nam sie pozyskac.
A może ktoś chce się ze mną założyć, że Victor zostanie w klubieczłapuś pisze:A mnie się wydaje, że teraz priorytetem powinno być ściągnięcie do zespołu klasowego bramkarza. Po bardzo prawdopodobnym odejściu Valdesa zaczyna się poszukiwanie bramkarza nr 1 w Barcelonie. Zaczęły się negocjacje z Asenjo, podobno mogą zacząć się z Akinfeevem.
Podczas gdy Real Madryt wydaje pieniądze w sposób wskazujący na to że, ekonomiczny kryzys to tylko mit, Joan Laporta, prezydent FC Barcelony, miał naprawdę ciekawy tydzień. (Prezydent Barçy gościł w Nowym Jorku - przyp.red.) Po zakończeniu najlepszego dla Barcelony sezonu w historii, w którym piłkarze zdobyli Mistrzostwo Hiszpanii, Puchar Króla i Ligę Mistrzów, 46-letni Laporta chwali zespół za wybitne osiągnięcia.
Sternik Barcelony nie boi się transferów Realu, który ściągnął do siebie dwie wielkie gwiazdy - Kakę i Ronaldo.
Laporta powiedział, że nieważne, co zrobi Real, gdyż tegoroczna przerwa wakacyjna i tak będzie łatwiejsza w porównaniu do zeszłorocznego lata. W lipcu 2008 roku prezydent Barcelony przeżywał ciężkie chwile, kiedy ze stanowiska usunąć chcieli go przeciwnicy. Laporta przetrwał jednak próbę, z wnioskiem o wotum nieufności włącznie. Podjął również chyba największe ryzyko w karierze - na stanowisko trenera zatrudnił niedoświadczonego szkoleniowca, Pepa Guardiolę, który miał przywrócić Barcelonę zaszczyty. Jak wiemy, całkowicie się to opłaciło.
Real wydał już ponad 150 milionów euro na dwie wielkie gwiazdy światowego futbolu - Kakę i Ronaldo. Wydaje się, że te transfery stanowią dla pana swoiste wyzwanie. Nie boi się pan tak wielkich wzmocnień ze strony Realu i czy jest pan zaniepokojony tak wysokimi kwotami wydanymi na piłkarzy?
To nie są ceny obowiązujące na rynku. Powodem takich działań z ich strony są pilne potrzeby, dlatego podejmują ryzyko. FC Barcelona jest ich rywalem. W poprzednim sezonie wygraliśmy wszystko, co uczyniło Real rozdrażnionym. Patrząc na nadchodzący rok muszą zadowolić swoich kibiców, będąc dla nas konkurencją. Muszą w szybkim tempie stworzyć silną ekipę. To będzie bardzo interesujący sezon, mamy dwa różne modele zespołów. Jeden z nich opiera się na zmianach i pieniądzach, drugi, obecny w Barcelonie, identyfikuje się z naszą piłkarską kulturą. Warto podkreślić, że więcej niż 50% graczy obecnych w pierwszej drużynie pochodzi z ekip młodzieżowych, co czyni nas bardziej zrównoważonym zespołem."
Czy jest jakiś piłkarz, który byłby wart pieniędzy wydawanych przez Real Madryt?
Włodarze Realu mogą swobodnie dysponować swoimi pieniędzmi, a ja muszę to uszanować. Ale patrząc realnie, to nie są ceny rynkowe. W czasach finansowego kryzysu musimy być przykładem w wielu dziedzinach życia. A w tym przypadku zdrowy rozsądek mówi nam coś innego.
Sądzi pan, że taki sposób wydawania pieniędzy to oznaka paniki w Madrycie i czy jest to dla pana pozytywna wieść?
Jak już mówiłem, Real musi stanowić dla nas pewną konkurencję. W tym sezonie wygraliśmy wszystko i w kolejnym piłkarze z Madrytu na pewno podejmą z nami walkę. Właściciele ściągają do siebie wielkie nazwiska z dużymi umiejętnościami, ale wkomponowanie ich w zespół nie będzie rzeczą łatwą.
Czuje pan teraz presję, aby kupić kogoś sławnego za duże pieniądze, czy może zostaje pan przy obecnych piłkarzach, wśród których jest przecież najlepszy zawodnik świata - Leo Messi?
To prawda, Messi jest najlepszym graczem na świecie. Ale najważniejszą rzeczą, jaką mamy, jest świetnie działająca i pracująca drużyna. To normalne, że nasi rywale chcą być jeszcze groźniejsi niż w poprzednim sezonie, ale jak wspomniałem wcześniej - oni kupują gwiazdy, my tworzymy team.
Ale musi pan się zgodzić z argumentem, że Barça w przeszłości postąpiła dokładnie tak samo. Po nieudanej ofensywie transferowej na Davida Beckhama w 2003 roku sprowadziliście Ronaldinho.
To trochę inna sytuacja. Podpisaliśmy kontrakt z Ronaldinho, ale sprowadziliśmy też Rafę Márqueza za około 5 milionów €. Rok później do zespołu dołączyli Deco, Eto'o, Giuly, Edmílson i Belletti. Byliśmy bardzo kreatywną drużyną. Różnica polega na tym, że u nas rozwijają się gracze, którzy później zdobywają prestiżowe nagrody, np. FIFA Word Player. Real natomiast zamiast szkolić, kupuje zdobywców tych nagród.
Spekulacje transferowe to chyba ulubione zajęcie hiszpańskich gazet. Z Barceloną łączy się takie nazwiska jak Cesc Fabregas z Arsenalu czy David Villa z Valencii. Jak się pan do tego ustosunkuje? Czy są to realne rozważania?
Bardzo ważne jest, by umieć pracować w tajemnicy przed opinią publiczną. To jednak nierealne. Dziennikarze są profesjonalistami i jestem zaskoczony, że potrafią odgadnąć tak wiele spraw.
Czy tym razem ich domysły okazują się słuszne?
To pozostaje tajemnicą.
Powiedział pan, że aby się odrodzić, Real musi zaryzykować. A przecież rok temu sam podjął pan wielkie ryzyko, zatrudniając Pepa Guardiolę, który nigdy nie trenował żadnej drużyny w tak wysokiej klasie rozgrywkowej.
Obecnie mamy pewność, że trener zdobył ogromne doświadczenie w pracy z naszym klubem. Wcześniej Pep był piłkarzem, co więcej, był kapitanem, miał więc punkt odniesienia. Znał nasz klub bardzo dobrze. Był też niezwykle utalentowany i inteligentnie patrzył na futbol. Przede wszystkim był dzielny. Znaliśmy go jako trenera drugiej drużyny i śledziliśmy jego poczynania, więc moim zdaniem, zatrudnienie go jako szkoleniowca pierwszej ekipy nie było tak wielkim ryzykiem, jak twierdzą niektórzy. O wiele większym ryzykiem jest tworzenie drużyny poprzez kupowanie drogich zawodników.
Kluczowym momentem dla klubu było lato 2008 roku. Sala posiedzeń zarządu klubu nie była dla pana przychylna, był wniosek o wotum nieufności; kibice natomiast żądali sukcesów w niedawno zakończonym sezonie. W jakim stopniu czuł się pan zagrożony?
W tamtym czasie rzeczywiście czułem się bardzo zagrożony. Ten sezon był jednak spełnieniem wielu oczekiwań i zakończył frustrację fanów. Reakcja środowiska związanego z FC Barceloną była moim zdaniem niewspółmierna do naszej pracy. Musiałem to zaakceptować, wierzyłem jednak w wyznaczony wcześniej projekt, model klubu. Wiedziałem, że decyzje, które podjęliśmy, były słuszne. Byłem pewien, że jednak nie byliśmy tacy źli, jak nasi przeciwnicy wyobrażali sobie mój zarząd.
Kiedy obejmował pan stanowisko w 2003 roku, powiedział pan, że chce stworzyć rewolucję w futbolu. Czy dziś, wkraczając w ostatni rok obecnej kadencji, może pan stwierdzić, że udało się zrealizować postawione cele?
Chcieliśmy stworzyć filozofię gry, opierającą się przede wszystkim na ofensywie i atrakcyjności, czego podstawy stworzył Johan Cruyff. Jest to połączenie stylu katalońskiego z holenderskim, z domieszką stylów brazylijskiego i argentyńskiego. Udało nam się to, stworzyliśmy własną piłkarską filozofię. Osiągnęliśmy też równowagę ekonomiczną, co w dzisiejszych czasach jest bardzo ważne. Przez ostatnie 6 lat, każdego roku powiększaliśmy zyski. Przez ten czas zgromadziliśmy około 103 milionów € zysku. Musimy pokazać światu, że jesteśmy odpowiedzialni.
Tworzycie klub o międzynarodowym zasięgu, będąc jednocześnie dumnym ze swoich katalońskich korzeni. Historycznie rzecz biorąc, klub zawsze był symbolem katalońskich separatystów, a za czasów generała Franco ostatnim kulturowym bastionem Katalonii. pan za ważny cel swojej prezydentury obrał przypomnienie ludziom, że klub jest przede wszystkim lokalnym symbolem.
Oczywiście, można powiedzieć, że klub jest flagą naszego państwa. Jesteśmy Katalończykami i utożsamiamy się z FC Barceloną. Kiedy mówimy, że jesteśmy więcej niż klubem, mamy na myśli powiązania z naszą kulturą. Otworzyliśmy się na świat, będąc jednak wciąż tą samą Barçą, zachowując rodzimy język i opierając się na lokalnych piłkarzach.
Mentor
Post Wyświetl pojedynczy post autor: mistyk » 16 cze 2009, 22:44
Oczywiscie, ze nie - zreszta uwazam, ze dwoch takich crackow w jednym okienku to za duzo. Nie mniej jednak jesli mamy do wyboru Ribery`ego, Ibre i Ville to preferuje tego pierwszego. Jakis crack do nas trafi w tym okienku i to pewnie za spore pieniadze - ok 40 mln. I w zadnym wypadku nie panikuje, co wiecej nie rozumiem ludzi, ktorzy juz teraz panikuja, bo jeszcze nikogo nie kupilismy. Ja tylko mam nadzieje, ze wzmocnienia nie bedzie prowizoryczne, bo nasza lawka naprawde lezy i kwiczy.Mentor pisze: Dla mnie osobiscie Ribery i Zlatan to priorytety, ale wyglada na to, ze zadnego z nich nie uda nam sie pozyskac.
Na tych dwóch piłkarzy musielibyśmy wydać ponad 100 mln euro. Dolicz do tego koszty pozostałych piłkarzy (bo potrzebujemy przecież transferów na inne pozycje) i zadaj sobie pytanie czy, aby na pewno to jest droga, którą powinniśmy obrać?
mistyk
Post Wyświetl pojedynczy post autor: Mentor » 16 cze 2009, 22:52
Mentor

Post Wyświetl pojedynczy post autor: weasel » 16 cze 2009, 22:55
weasel

Post Wyświetl pojedynczy post autor: Asteniu » 17 cze 2009, 1:08
Asteniu
Post Wyświetl pojedynczy post autor: Mentor » 17 cze 2009, 13:20
Możesz być spokojny. Valdes zostanie w Barcelonie.Asteniu pisze:No widzę że Atletico i Barcelona walczą o dwóch zawodników - Sergio Asenjo i Luis'a Felipe. Póki co bliżej tego pierwszego zdecydowanie jest Atletico. Sam zawodnik chcę grać w naszym klubie i przyznał wczoraj że ma nadzieje iż oba kluby dogadają się tak szybko jak to tylko możliwe. Ponadto ma on już omówiony kontrakt z Atletico. Jednak gdyby Barcelona zaoferowała mu miejsce w pierwszej jedenastce, tzn pewne by było że VV odchodzi i nikogo innego nie pozyskają to wówczas Sergio Asenjo pewnie wybrał by Barcelonę.
Na temat wartości Francka nie chce mi się powtarzać.Transfer brazylijskiego obrońcy może zostać sfinalizowany w ciągu kilku najbliższych godzin, za kwotę 10 mln euro. Joan Laporta i Augusto César Lendoiro, prezesi Barçy i Depotivo, w poniedziałek prowadzili negocjacje, których efektem jest stanowisko galicyjskiego klubu, który żąda 12 mln i propozycja Barcelony, która chce zapłacić 8 mln. Jeśli porozumienie zostanie osiągnięte, na umowie znajdzie się zapis o kilku tzw. zmiennych.
Ale w ostatnim momencie do wyścigu po Luisa Filipe dołączył Olympique Lyon. To może zmusić mistrzów Hiszpanii do przedstawienia oferty w wysokości 10 mln euro. Sam zawodnik i jego przedstawiciel nalegają na Lendoiro, aby ten wyraził zgodę na transfer do Barçy. Jeśli Brazylijczyk nie trafi do Katalonii, klub ma alternatywę w postaci Johna Arne Riise, grającego w Romie.
Filipe to gracz, którego bardzo chce mieć w składzie Pep Guardiola, dlatego władze Dumy Katalonii robią wszystko, aby dołączył on do zespołu. Deportivo szuka już następcy 23-letniego obrońcy. Jednym z kandydatów jest gracz Realu Saragossa, Javier Paredes.
Mentor

Post Wyświetl pojedynczy post autor: Asteniu » 17 cze 2009, 13:52
Mam taką nadzieje. Asenjo przyznał dzisiaj że z decyzją poczeka do zakończenia meczy U-21, natomiast Atletico ma nadzieje że bramkarz uszanuje podpisaną przedwstępną umowę. Mi też się wydaje że Valdes zostanie, jednak zawsze pozostaje mała szansa na to że tak się nie stanie. Zawodnik stwierdzi że go nie szanują (nie chcąc dać mu więcej kasy), chociaż w tym przypadku to raczej nie możliwe.Mentor pisze:Możesz być spokojny. Valdes zostanie w Barcelonie.
No ja mam nadzieje że do nas, ale jest to mało prawdopodobne, a szkoda bo ten zawodnik ma zadatki na bardzo dobrego zawodnika ( w sumie już takim jest), a ma dopiero 23 lata więc może się jeszcze sporo rozwinąć, a właśnie od takich zawodników powinno zacząć się budowę wielkiego Atletico. No, ale jest jeszcze paru innych zawodników, choć chyba żaden tak dobry jak Felipe. Jest właśnie Javier Paredes, jest Jose Angel ze Sportingu, jest Moneral z Osasuny. Wszyscy Ci gracze są bardzo młodzi i w sumie jako zmiennik dla A.Lo mogli by chyba być. Inna opcja to 23 letni Jose Enrique z Newcastle. Jestem świadomy tego że Felipe najprawdopodobniej wyląduje w Barcelonie.Mentor pisze:Jeśli chodzi o Filipe to mam nadzieję, że przyjdzie do nas. Ostatnie doniesienia brzmią nieźle
Asteniu
Post Wyświetl pojedynczy post autor: Kamil232 » 17 cze 2009, 15:13
Jeśli Brazylijczyk nie trafi do Katalonii, klub ma alternatywę w postaci Johna Arne Riise, grającego w Romie.
Kamil232
Post Wyświetl pojedynczy post autor: KajoFC » 17 cze 2009, 15:27
Aaa tam gadasz raz mu się zdarzyłoKamil232 pisze:Ten Luis Felipe to lewy obrońca? Mam nadzieję, że nie trafi do was, bo wówczas...
Jeśli Brazylijczyk nie trafi do Katalonii, klub ma alternatywę w postaci Johna Arne Riise, grającego w Romie.Na niego zawsze można liczyć. Jak się nie będzie dawał robić każdemu to w 90 minucie walnie samobója
Liczę, że trafi do Barcy
KajoFC

Post Wyświetl pojedynczy post autor: Kluchman » 17 cze 2009, 15:29
Kluchman
Post Wyświetl pojedynczy post autor: Mentor » 17 cze 2009, 15:43
Mentor

Post Wyświetl pojedynczy post autor: Kluchman » 17 cze 2009, 15:49
Kluchman
Post Wyświetl pojedynczy post autor: Mentor » 17 cze 2009, 17:34
- Po przeprowadzce do Barcelony, jego żona poprosiła go, aby zmienił swoje nazwisko. Przystał on na prośbę partnerki i zmienił z pierwotnego Yaya Touré na obecne Touré Yaya.
- Jego dwaj bracia również są profesjonalnymi piłkarzami, Kolo występuje w barwach Arsenalu, a Ibrahim w Al-Ittihad Aleppo.
- W 2005 roku stacja telewizyjna Eurosport wybrała trójkę piłkarzy, których uznała za największe nadzieje piłkarskiego świata. Jednym z nich był właśnie Yaya. Pozostała dwójka to Argentyńczycy, Javier Mascherano i Sergio 'Kun' Agüero. Jak widać stacja nie pomyliła się w żadnym przypadku.
- Kiedy 2005 roku był piłkarze Metalurga Donieck udał się na testy do Arsenalu Londyn. Piłkarz bardzo chciał dołączyć do swojego brata. Jednak podczas testów nie przekonał do siebie Arsèna Wengera. W następstwie podpisał kontrakt z Olympiakosem Pireus.
- Jest zagorzałym muzułmaninem. Jak sam mówi "stara się spełniać zasady ramadanu na tyle na ile pozwala mu na to piłka nożna".
- Jego brat, Kolo Touré nigdy nie wątpił w jego umiejętności. Zawsze mu powtarzał, że odniesie w tej dziedzinie sukces. Powiedział, że jego brat będzie "nowym Patrickiem Vierą".
- Już przed podpisaniem kontraktu z Metalurgiem Donieck zaczął współprace z agentem Dmitriem Selukiem, z którym pracuje do dziś.
- Jego prawdziwe imię to Gnégnéri. Yaya to jego przydomek, którym posługuje się jak imieniem od bardzo dawna.
- W swoim kraju obiecał, że po zdobyciu Ligi Mistrzów przyjedzie do Wybrzeża Kości Słoniowej z Pucharem Mistrzów. Dotrzymał obietnicy. Kilka dni po triumfie wziął z klubu trofeum, a następnie przechadzał się z nim ulicami Abidżanu.
- Jego zarobki są bardzo niskie, najniższe w drużynie. Kwota kontraktu odpowiada tej, którą otrzymywał w Olympiakosie. W pierwszej drużynie Barcelony na podobnym poziomie zarabia tylko Gerard Piqué.
- Jest bezguściem w sprawach ubioru. Sam przyznaje, że nie wiem jak zestawić swoją kreację. Swego czasu z tego powodu wyśmiewał się z niego Gerard Piqué
Mentor
Technologię dostarcza phpBB® Forum Software © phpBB Limited
Polski pakiet językowy dostarcza phpBB.pl
Zasady ochrony danych osobowych | Regulamin
Administracja, zarządzanie i wsparcie graficzne forum: pawel.studio