League
Post Wyświetl pojedynczy post autor: kaczy » 21 lut 2013, 15:45
Kulisy pracy w Gazecie Wyborczej
GW-redaktor Czuchnowski Wojciech "dotarł do byłego agenta CBA" i "ujawnił wstrząsające fakty". Ja "dotarłem do byłego pracownika Gazety Wyborczej". Oto jego opowieść.
"Wydaje mi się, że to było na początku 2002 roku. Byłem wtedy około niespełna 30-letnim stażystą w lokalnej redakcji Gazety Wyborczej na północy Polski. Ze względu na moje wykształcenie szef postanowił zrobić ze mnie dziennikarza ekonomicznego i wysłał na miesięczny staż do Centrali, Stolicy, Matki Wszystkich Redakcji. Jednym słowem - pojechałem na Czerską.
W owym czasie tego rodzaju staże nie były w Wyborczej niczym niezwykłym. Młodzi adepci sztuki dziennikarskiej, wyrobnicy pracujący za grosze i pochwałę szefa w lokalnych redakcjach GW zjeżdżali do Warszawy podpatrywać swych Idoli, Autorytety, Mistrzów. Od razu po przyjeździe trafiłem do kibucu. Tak - właśnie do kibucu. Tak Agorygeni nazywali mieszkania wynajmowane przez Matkę Wszystkich Redakcji. Antysemityzm? E tam. Tak się mówiło i już. Mój kibuc to było obleśne, zagrzybione mieszkanie w bloku z wielkiej płyty na Ursynowie. Mieszkaliśmy tam we trójkę - koleżanka z Zachodu, Kolega z Południa i ja. Nie będę wdawał się w szczegóły życia w Agorowych kibucach. W każdym razie wszystko było wspólne. Koleżanki też były wspólne. W czasie mojego miesięcznego stażu konstelacje młodych adeptów pióra (oraz tych nieco starszych) zmieniały się praktycznie co kilka wieczorów. Moją niechęć do uczestniczenia w zabawach S, D & RR, na które stażyści zapraszali Wielkich Dziennikarzy z Centrali, kwitowano z politowaniem "co ty, katol jesteś?". Pamiętam, że "katol" to było wtedy jedno z najbardziej obelżywych określeń stosowanych przez to środowisko. Pewnie tak do dzisiaj jest. Chociaż może zastąpił je już "pisowiec". Wtedy aparaty cyfrowe, blogi i powszechny internet to jeszcze nie było coś normalnego. Ludzie Gazety Wyborczej powinni dziękować za to Panu Bogu, z którego tak lubią kpić. Gdybym wtedy zrobił im choć kilka zdjęć, to Tomasz Kaczmarek z nagim torsem naprawdę nikogo by dziś nie bulwersował.
Stażowałem w dziale ekonomicznym Gazety Wyborczej. Dumnie to brzmi, prawda? Szefem był wtedy Łukasz Lipiński. Chyba. Wiele lat już minęło, a ja byłem wtedy oślepiony blaskiem Wielkich Nazwisk. Paweł Rożyński, specjalista od TP SA, który tam nie pasował, bo był elegancki i pachniał. Andrzej Kublik w swoich grubaśnych okularach. Straszna Helena (Łuczywo), przed którą drżeli wszyscy. Cuchnący kacem świeżym lub kacem trzydniowym Nadredaktor Adam. Ze wszystkimi byłem po imieniu. Tak już jest w tej sekcie, że po imieniu każdy jest z każdym. Najbardziej traumatyczne było chyba jeżdżenie wspólnie z Adamem w tej małej, ciasnej, klaustrofobicznej windzie, która służyła w dawnej siedzibie Agory. Mętny, ale próbujący świdrować, wzrok. Etanolowy oddech. Jakieś kretyńskie komentarze, których nie rozumiałem, ale z których ochoczo rechotali jego przyboczni. A ja sobie stażowałem. Stażowałem, czyli robiłem kawę i patrzyłem jak pracują Wielcy. Chociaż "pracują" to naprawdę słowo na wyrost. Większość wiekopomnych tekstów powstawała "na telefon". Ale oczywiście na papierze wyglądało to, jak by Znany i Podziwiany Dziennikarz obskoczył pół Warszawy.
No i kolegia redakcyjne. Seanse nienawiści, chciałem powiedzieć. Oczywiście to nie jest tak, że chodziłem na kolegia redakcyjne. Ja mogłem tylko przyglądać się kolegium działu ekonomicznego. Te główne były zarezerwowane dla wybranych. Raz jednak zdarzyło się, że szczęśliwym zbiegiem okoliczności mogłem z bliska obejrzeć wywrzaskującą stek wulgaryzmów straszną Helenę, którą zdenerwowało jakieś zbytnie prawicowe odchylenie w jednym z tekstów. To był okres, gdy Łuczywo miała w ręku rozwijający się dopiero zalążek przyszłej potęgi Agory, czyli portal gazeta.pl Tworzyli go młodzi, pełni zapału, metroseksualni chłopcy. W starciu z rozszalałą Heleną nie mieli oczywiście żadnych szans. A ona naprawdę potrafi zmiażdżyć słowem.
Minął miesiąc. Wróciłem do domu, pomyślałem trzy minuty, odszedłem ze stażu w redakcji, założyłem prywatną firmę i zakończyłem krótki romans ze środowiskiem Gazety Wyborczej. Z ludźmi zepsutymi do szpiku kości, cynicznymi, nie wahającymi się użyć papieru do niszczenia każdego, kto stanie na ich drodze politycznej. Dzisiaj z oddalenia, emigracyjnym okiem, obserwuję ich poczynania. I rzygać mi się chce, gdy słyszę, że mienią się oni dziennikarzami.
Wojciech Czuchnowski myśli, że ujawniając rzekomo skandaliczne fakty z życia i pracy Tomasza Kaczmarka wykonuje zawód dziennikarza. Gówno prawda. Jak widać wyżej, o każdej firmie, o każdym przedsiębiorstwie, o każdej instytucji państwowej można - na podstawie relacji jakiegoś byłego, zawiedzionego pracownika - napisać paszkwil. Ale z dziennikarstwem nie ma to nic wspólnego. To padlinożerstwo.
PS: Serdeczne pozdrowienia dla groteskowej karykatury zawodu radcy prawnego, czyli pana Piotra Rogowskiego, nadwornego oskarżyciela krytyków Agory. Próbuj, chłopczyku. Powodzenia".
kaczy

Post Wyświetl pojedynczy post autor: masacra » 21 lut 2013, 18:43
masacra
Post Wyświetl pojedynczy post autor: Boromir » 21 lut 2013, 19:10
Boromir

Post Wyświetl pojedynczy post autor: masacra » 21 lut 2013, 19:15
masacra

Post Wyświetl pojedynczy post autor: bartbuks » 06 mar 2013, 20:47
http://elblag.wm.pl/145102,Chciala-sie- ... zacja.htmlW pałacu ZUS w Elblągu 52-letnia kobieta próbowała dziś popełnić samobójstwo. To ostatni kwadrans rządów Partii Miłości.
bartbuks
bartbuks
Post Wyświetl pojedynczy post autor: franz » 14 mar 2013, 14:44
Wybitni watykaniści – Tragifarsa w jednym akcie
MIEJSCE: studio telewizji TNV.
OSOBY: red. Oliwnik, prof. Czwartek, prof. Szwarcman, prof. Kajtuś, prof. Oberek.
SCENA PIERWSZA I OSTATNIA
Red. Oliwnik: Jest, jest, biały dym! A zatem habamus papus!
Prof. Szwarcman (nieśmiało): Habemos papes…
Red. Oliwnik: Właśnie. Zaraz się dowiemy, który z kardynałów został następcą Benedykta XVI. Uwaga! Rozsuwają się kotary na słynnym balkonie w bazylice św. Pawła… Uwaga… Jest, jest! Argentyńczyk!
Prof. Czwartek: A to Ci dopiero, nigdy bym się nie spodziewała…
Red. Oliwnik: A więc przegrali faworyci, przegrał kardynał Sodano, kuria rzymska, przegrały frakcje, kliki i koterie.
Prof. Kajtuś: Tak, to bardzo dobry sygnał. I jeszcze to imię: Franciszek.
Red. Oliwnik: To wspaniałe imię. Może postaralibyście się Państwo, jako wybitni watykaniści, nakreślić pokrótce dla naszych widzów sylwetkę nowego Ojca Świętego.
Prof. Kajtuś: To jest Argentyńczyk.
Prof. Szwarcman: Tak, pochodzi z Ameryki Łacińskiej.
Prof. Oberek: To duże zaskoczenie, przegrały różne frakcje…
Prof. Czwartek: Nie był faworytem.
Prof. Kajtuś: Zgadzam się, nie był faworytem. A jednak wygrał. A to, że pochodzi z Ameryki Łacińskiej, ma ogromne znaczenie.
Red. Oliwnik: Bez wątpienia. Musi świetnie mówić po łacinie.
Prof. Szwarcman: Choć pierwsze słowa skierował do wiernych po włosku: „Buona sera”.
Red. Oliwnik: Jakie znaczenie ma fakt, iż przemówił najpierw po włosku, a nie np. po argentyńsku? Dotąd papieże zazwyczaj mówili albo po polsku, albo po niemiecku.
Prof. Oberek: „Buona sera” to niezwykle istotne przesłanie. „Buona”, czyli dobry, a zatem mamy tutaj pewne ciepło, takie ludzkie, zwyczajne. No i „sera”, czyli wieczór. Rzymski wieczór: błogi, spokojny, cichy. Poza tym mógł też mieć na myśli „wieczór życia”. No ale jak ktoś ma 76 lat, to trudno, żeby mówił o „poranku życia”.
Red. Oliwnik: Hłe, hłe, hłe..
Prof. Kajtuś: Hłe, hłe, hłe..
Red. Oliwnik: Właśnie dostaję informację z reżyserki, że kard. Bergoglio jeździł do pracy metrem.
Prof. Szwarcman (pod nosem): Spróbuj się przebić przez Buenos Aires samochodem…
Prof. Czwartek: To ważna wiadomość. Franciszek, nawiązując do słynnego świętego z Anyżu, pokazuje Kościołowi nowy kierunek. Ubóstwo, pokora, skromność, otwarcie na gejów i lesbijki. Bo przecież metrem jeżdżą nie tylko heteroseksualiści, nieprawdaż?
Prof. Kajtuś: Rzeczywiście, nie pomyślałem o tym…
Prof. Oberek: To człowiek wykształcony, oczytany, gotowy na podjęcie wyzwań współczesności. Na szczerą rozmowę o prezerwatywach.
Red. Oliwnik: Czy myślicie Państwo, że Franciszek dopuści prezerwatywy?
Prof. Szwarcman: Niewykluczone.
Prof. Czwartek: Myślę, że Kościół czeka prawdziwe trzęsienie ziemi. Trzymam kciuki za nowego papieża.
Red. Oliwnik: Dostaję jeszcze jedną informację z reżyserki. Naszym reporterom udało się wreszcie otworzyć stronę w Wikipedii poświęconą kardynałowi… Podobno sprzeciwia się małżeństwom homoseksualnym. Nazwał je kiedyś „szatańskim spiskiem wymierzonym w rodzinę”…
Prof. Oberek: Hmmm…
Prof. Kajtuś: Hmmm…
Prof. Czwartek: To troszeczkę zmienia postać rzeczy…
Red. Oliwnik: … i popierał militarną juntę w Argentynie. Ponoć donosił na lewicujących księży. Co państwo o tym sądzicie?
Prof. Czwartek: Zapewne błogosławił też samoloty, z których zrzucano dysydentów do morza.
Prof. Kajtuś: Powinni to dokładnie zbadać historycy. Warto zadać sobie także pytanie, kim był ojciec Bergoglia. Czy przypadkiem nie ukrywał nazistowskich zbrodniarzy, którzy po II wojnie światowej uciekali do Argentyny.
Prof. Oberek: To bardzo niepokojący epizod w życiorysie Franciszka.
Prof. Czwartek: Junta na wielką skalę prześladowała homoseksualistów i kobiety.
Prof. Szwarcman: Akurat chyba nie tylko…
Prof. Czwartek: Ja słyszałam, że nikt tak nie cierpiał w Argentynie, jak geje.
Prof. Kajtuś: Podróżowanie metrem można zatem odczytać w zupełnie inny sposób.
Prof. Oberek: Tak. Nieustanna inwigilacja. Biskupi wchodzą nam nie tylko do łóżek, ale i do metra.
Prof. Czwartek: Bergoglio na pewno sprawdzał, kto wysiada na stacjach w dzielnicach gejowskich, i robił zdjęcia takim malutkim aparacikiem ukrytym w sutannie.
Prof. Kajtuś: To straszne. Kościołem rządzić będzie teraz krwawy tyran, po stokroć gorszy od pancernego Ratzingera.
Prof. Szwarcman: Średniowiecze.
Prof. Oberek: Bergoglio powinien natychmiast podać się do dymisji.
Prof. Czwartek: Kościół zmierza w złą stronę.
Red. Oliwnik: Czyli żegnajcie prezerwatywy?
Prof. Oberek: Żegnajcie…
Red. Oliwnik. Dziękuję Państwu. A za chwilę nasz kolejny gość: pan Stefan z Zielonej Góry, który w zeszłym roku był wraz z rodziną na wycieczce w Boliwii, czyli bardzo niedaleko Argentyny.
KONIEC
franz

Post Wyświetl pojedynczy post autor: bartbuks » 29 mar 2013, 11:08
bartbuks

Post Wyświetl pojedynczy post autor: masacra » 31 mar 2013, 10:44
masacra

Post Wyświetl pojedynczy post autor: bartbuks » 03 kwie 2013, 18:42
http://www.2x45.com.pl/aktualnosci/1742 ... do-polski/Janusz Korwin-Mikke na większość spraw ma rozsądne poglądy, ale zawsze wszystko niszczy jakąś głupią wypowiedzią na mało istotne tematy. My rozmawiamy z nim o piłce, ale w szerszym kontekście. - Trzeba - ale to tyczy się wszystkiego - przestać karać kluby podatkami. Wreszcie warto się zastanowić nad zakazem sprowadzania piłkarzy zza granicy. I na pewno nie wolno dopuścić, by ludzie naturalizowani grali w reprezentacji! - mówi 2x45.com.pl znany polityk, obecnie lider Nowej Prawicy.
bartbuks
dziki

Post Wyświetl pojedynczy post autor: masacra » 11 kwie 2013, 11:23
źródło: myśl24.plSmoleńsk – miejmy odwagę myśleć samodzielnie
Mówienie o tragedii smoleńskiej na poważnie zaczyna być powoli passe. 10 kwietnia 2010 roku i jeszcze kilkadziesiąt dni później, a i owszem, wypadało nawet płakać, walić pięścią w ścianę, chodzić jak w malignie. Dzisiaj można się już z tego tylko śmiać. Smoleńsk? A kogo to obchodzi…
To oczywiście teza nieco prowokacyjna. Jest dużo środowisk, które o Smoleńsku nie wstydzą się mówić. Co więcej, zaryzykuję tezę, że dla części ludzi młodego pokolenia tragedia Tu-154M była wstrząsem, czymś co ukształtowało ostatecznie ich sposób widzenia rzeczywistości, rozumienia tego, czym jest (lub raczej, czym nie jest) polskie państwo.
Pamiętam, kiedy w nieistniejącym już tygodniku „Europa”, dodatku do również niemal nieistniejącego już „Dziennika”, publicysta „Gazety Wyborczej” Michał Cichy, indagowany przez Cezarego Michalskiego, opowiadał o pokoleniu Marca’68, o tym co ukształtowało Michnika, Lityńskiego, Blumsztajna i resztę starej ekipy z ulicy Czerskiej. Zdaniem Cichego traumatyczne wydarzenia mogą determinować późniejsze wybory człowieka, gdy przeżyje je on w wieku dwudziestu lub dwudziestu kilku lat. Nie wiem, czy Cichy powoływał się na jakieś psychologiczne teorie, przypuszczam, że tak, ale nie to jest najważniejsze.
Ważne jest to, że szereg moich rówieśników, bądź nieco starszych koleżanek i kolegów, Smoleńsk w jakimś sensie ukształtował, był dla nich elektrowstrząsem. Bo z jednej strony zgnoił ich ferując dramatyczny wyrok, że polskie państwo jest beznadziejnie słabe, a z drugiej dał poczucie dumy z Polski biało-czerwonej, tłumnie oddającej hołd opluwanemu za życia Lechowi Kaczyńskiemu i 95 innym pasażerom tupolewa.
Mimo to, nie ukrywajmy, Smoleńsk przestał być atrakcyjny dla wielu, szczególnie młodszych, osób. Obśmiewanie tego tematu stało się po prostu modne i trendy. Kto chce pokazać, że jest luzakiem, powinien pokpić sobie ze Smoleńska. Nic fajniejszego, nic bardziej cool. A przecież jeszcze parę tygodni po katastrofie, wszyscy ci, którzy nakręcali przemysł pogardy, nie mieli odwagi pokazać się publicznie. Ukryli się Palikot i Niesiołowski, a Olejnik z Wrońskim ciepło wspominali prezydenta Kaczyńskiego w programie publicystycznym.
Kompleks smoleński
Prawica, zwłaszcza te jej kręgi, które poszukują oparcia w elektoracie „nie-PiSowskim”, ma z kolei, niezrozumiały dla mnie, kompleks smoleński. Każdy polityk identyfikujący się z prawą stroną sceny politycznej musi przynajmniej raz oświadczyć, że nie uważa by w Smoleńsku doszło do zamachu, a kolejne posunięcia Komisji Macierewicza są kompromitujące. Takie oświadczenie ma nobilitować, nadawać lepszy status społeczny, pozwolić wydobyć się z kręgu oszołomów.
Czy potrzebnie? Nie wydaje mi się. Bo nawet jeśli Jarosław Kaczyński, czy Antoni Macierewicz stosują czasem grubociosaną retorykę, lub prezentują zbyt radykalne spojrzenie na sprawę smoleńską, są zbyt pewni wydarzeń do jakich doszło w pobliżu lotniska w Siewiernyj, to, owszem, można z nimi polemizować, ale próba wykpiwania, czy odcinania się od tematu katastrofy to dokładanie cegiełki do skompromitowania tej, bardzo ważnej przecież, sprawy.
"Rosjanie zabili prezydenta"
Smoleńsk, obok uświadomienia słabości III RP, pokazuje też coś znacznie bardziej gorszego niż polską nieudolność, niedbalstwo, czy głupotę. Jest obrazem tego, że Polska to kraj o bardzo małym zakresie zewnętrznej suwerenności. Prezydent Kaczyński leciał do Smoleńska jak ostatni dziad, któremu za pocałowanie ręki rzucono samolot, dlatego, że premier Donald Tusk chciał mieć swoją propagandówkę 7 kwietnia, i uściskać się w Smoleńsku z Putinem.
Polityczne rozegranie prezydenta przez szefa polskiego rządu i ówczesnego szefa rządu rosyjskiego nie tylko wpisywało się w logikę traktowania głowy państwa jako obywatela drugiej kategorii, ale stanowiło ponury obraz polskiej państwowości.
W trzy lata po Smoleńsku nic się nie zmieniło. Polskie władze nie potrafią (a może nie chcą?) odzyskać z Rosji wraku Tu-154M, najwyżsi urzędnicy państwowi kłamią w najlepsze, by „rządowa wersja” smoleńskiej tragedii przystawała do tej, jaką ogłosiła szefowa rosyjskiego MAK Tatiana Anodina. Jest ona oczywiście wypłukana z poniżających nas teorii (jak na przykład pijaństwo gen. Błasika), ale w gruncie rzeczy idzie przecież o to, by sprzedać luźną i wygodną dla wszystkich teoryjkę: wszyscy nawalili i samolot się rozbił. Ot, koniec, posprzątane.
W tym sensie wielka tragedia jaką był Smoleńsk, wszystkie wydarzenia, które po niej nastąpiły, to papierek lakmusowy tego czym jest nasze państwo. Papierek, który barwi się na kolor biało-niebiesko-czerwony.
Dochodzi do absurdów! Oto śledczy, zamiast przejawiać sceptycyzm, zajmują się gorączkowym udowadnianiem, że w Smoleńsku na pewno nie doszło do zamachu.
Czy wierzę, że w Smoleńsku był zamach? To nie jest kwestia wiary, to kwestia faktów. A te mówią tyle, że w Smoleńsku mogło wydarzyć się wszystko. Tamta tragedia mogła być tyleż wynikiem awarii, zaniedbań (do takich na pewno doszło po stronie polskich urzędników i rosyjskich kontrolerów lotu), jak i zamachu na polską elitę polityczną, szczególnie zaś na prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Ach, jak te ostatnie słowa brzmią okropnie nieprawdopodobnie, prawda? Więc oswójmy się lepiej z tym, że Rosjanie mogli nam zabić prezydenta. Miejmy odwagę myśleć samodzielnie.
masacra
bartbuks

Post Wyświetl pojedynczy post autor: masacra » 01 maja 2013, 12:39
masacra
Wróć do „Kultura, polityka, wydarzenia”
Technologię dostarcza phpBB® Forum Software © phpBB Limited
Polski pakiet językowy dostarcza phpBB.pl
Zasady ochrony danych osobowych | Regulamin
Administracja, zarządzanie i wsparcie graficzne forum: pawel.studio