Litwo! Ojczyzno… Lecz dziś inne strony,HMK pisze: ↑16 lip 2025, 23:32Odchodzisz w ciszy, tak jak często grałeś – bez fanfar, bez wielkich słów, bez potrzeby błysku. Odchodzisz, zostawiając po sobie ślad, którego nie zetrze czas. Bo choć świat futbolu pamięta zwykle tych, którzy zdobywają Złote Piłki i biją rekordy, to prawdziwi kibice wiedzą, że drużynę budują tacy jak Ty. Tacy, którzy nigdy nie odwracają wzroku. Tacy, którzy po prostu są – zawsze gotowi, zawsze obecni, zawsze oddani.
Gdzie piłką władają nogi, nie armaty bronie.
Madryt! O grodzie królewski i biały,
Gdzie Vázquez biegał, gdzie stadion się chwalił!
Wtem wyszedł z szatni — nie w zbroi ni w zbroi,
Lecz w trykocie białym, z błyskiem w oku, z mozołem,
Boć nie na salwy, nie na dźwięk armatni,
Lecz na dryblingi, na podania — i wrzutki ostatnie.
Lucas, syn ziemi, gdzie słońce się złoci,
Z Galicji przyszedł, z północy, nie z nocy.
Choć nie był olbrzymem, ni wzrostu atlety,
To sercem — jak Tytan! A biegał jak przecieki.
Na skrzydle hulał, raz z lewej, raz z prawej,
Czy wchodził z ławki, czy grał od rozprawy,
Zawsze gotowy jak wierny giermek,
Co z mieczem i krzyżem, tu z piłką i z wiarą.
I kiedy Ronaldo odszedł w dalekie krainy,
Gdy Bale wciąż ranny, a Modrić już siwy,
To Lucas stał wiernie, jak dąb na wzgórzu,
Choć błyszczał nie złotem, lecz potem i trudom.
Walczył na flance z obrońcą zawziętym,
Nawet gdy murawę zrosiły przeklęte
gwizdy tłumów lub zwątpienia chwile —
On podawał w pole, gdzie Benzema strzelił.
Niechże go chwalą nie tylko kibice,
Lecz niechaj pieśni o nim śpiewają w stolicy!
Bo nie każdy heros ma miecz i koronę —
Czasem to Lucas, z numerem dziewięć po stronie.









