Masakra.
To znaczy, żeby być uczciwą: doceniam to, że w chłopaków wstąpiło trochę życia. Nie snuli się już po boisku jak zombie, tylko włożyli trochę energii w grę, coś się tam starali, były zrywy, jakaś żwawość i ogólnie wyglądało to trochę lepiej niż nasze poprzednie senne mecze. Tylko co z tego? Widać u nas zupełny brak pomysłu - świadczą o tym zagrania na pałę, niecelne podania, cofanie piłki. A w efekcie - świadczy o tym przede wszystkim gówniana skuteczność i kolejny bezbramkowy remis.
Słuchanie, że na Old Trafford pada najmniej bramek w lidze aż boli. Czy kiedykolwiek w naszej historii coś takiego miało w ogóle miejsce?


