Everton - Crystal Palace 1:1
początek rywalizacji był bardzo wyrównany, wydawało się, że podopieczni Alana Pardew będą w stanie pójść zgodnie z zasadą "cios za cios" z gospodarzami, ale wraz z upływem czasu inicjatywę zaczęli przejmować zawodnicy z Liverpoolu. Oczywiście, o przyjezdnych widzowie tego spotkania nie zapomnieli, ponieważ należy wspomnieć znakomitą okazję Wickhama (świetna interwencja Tima Howarda), uderzenie Bolasie, czy aktywnego z przodu Jamesa McArthura, niemniej jednak to podopieczni Roberto Martíneza byli bliżsi objęcia prowadzenia. Dwie próby Lukaku, z czego jedna zakończona trafieniem piłki w słupek, czy niecelny strzał Arouny Koné (ale mający miejsce po bardzo składnie przeprowadzonej akcji) to tylko najważniejsze ofensywne akcenty The Toffees. Najładniejsze "okienko" i tak mógł zaliczyć Barkley, ale futbolówka niewiele minęła dalszy słupek bramki Hennessey'a. Myślę, że więcej należało oczekiwać od Deulofeu, który z jednej strony był aktywny, lecz z drugiej oddawał bardzo anemiczne strzały, a momentami wykazywał nieporozumienie we współpracy z partnerami (częściowo to samo dotyczyło Koné), co spowodowało, że kilka dobrze zapowiadających się akcji Evertonu, kończyło się podaniem wprost pod nogi przeciwnika. Druga połowa to już nieco inny obraz gry, a przynajmniej jej początek. Dwa stałe fragmenty gry, po których Crystal Palace napędziło strachu gospodarzom, a możliwe, że gościom należał się nawet rzut karny (Barry ciągnął Jedinaka za koszulkę zbyt agresywnie i długo). Już po chwili jednak ponownie do głosu doszli piłkarze w niebieskich strojach, którzy gwałtownie przyśpieszyli tempo i bliski szczęścia był Barkley, który groźnie główkował po dośrodkowaniu Koné. Poprzeczka, po niefortunnej główce Wickhama w kierunku własnej bramki, również wiele mówi. Gol dla Crystal Palace pewnie wprawił w osłupienie niejednego z widzów tego spotkania, ale gospodarze udowodnili, że potrafią grać do końca. Należała się ta bramka Lukaku, bez wątpienia, a i Deulofeu poprawił własną opinię po pierwszej połowie. Ostatecznie remis, z którego zdecydowanie bardziej zadowolone powinny być Orły.



