SSC Napoli - Legia Warszawa 5:2
koszmar, żenada. Do 20. minuty Legioniści nie byli w stanie dłużej się utrzymać na połowie rywala, nie mówiąc o stworzeniu jakiejś akcji. Najpierw dwa stałe fragmenty gry ze strony Włochów, których efektem było groźne dośrodkowanie, a niewiele później świetny, bezpośredni strzał na bramkę Dušana Kuciaka. Generalnie dośrodkowania były dzisiejszego wieczoru mocną stronę reprezentanta Serie A, ale duża zasługa słowackiego golkipera, iż większość z nich umiejętnie piąstkował/łapał, co redukowało zagrożenie. Do tego uderzenie Davida Lópeza, po którym piłka trafiła w poprzeczkę... Aktywny był zwłaszcza Insigne, który oprócz zaliczonego trafienia, oddał dwa inne niebezpieczne strzały. Pierwsza bramka dla gospodarzy, to popis obrońców, zwłaszcza Pazdana, ogranego jak dziecko. Drugie trafienie to także nieporadność polskiego klubu, który właściwie pomógł rywalowi w podwyższeniu rezultatu (zagranie Jodłowca...). Druga część spotkania już mniej ciekawa, chociaż goli padło więcej. Trzeba przyznać, że z niezwykłą prostotą Włosi ładowali kolejne bramki, przecież do Callejóna, czy Mertensa, żaden z piłkarzy drużyny Czerczesowa nie wykonał nawet ruchu. Szkoda późniejszego słupka Callejóna, bo patrząc, jak ta banda oferm "broniła", to aż się prosiło, aby im wciśnięto coś jeszcze. Nikolić może się popisywać na "ekstraklasowym" podwórku, ale przyszły rezerwy Napoli i przez blisko 70. minut niewidoczny... Wymowne. Przygoda Legii z Ligą Europy dobiegła końca.



