Okej, zrobiłam tę pierwszą wędlinę.
Wyszła dobra - nie jest sucha ani twarda, smakuje fajnie.
Tyle że nie patrzyłam jej w tym szynkowarze, tylko piekłam. Mój wielki garnek okazał się za niski na przykrycie tego. Zresztą, Marcin mi kupił kawał szynki 1,2kg i jakoś tak sięgało mięcho po sam brzeg, więc i tak zostało robienie na dwa razy albo pieczenie.
W każdym razie piekarnik się sprawdził. Serce mnie jedynie boli, że taki malutki szynkowarek dwie godziny w piekarniku stał. Nie miałam akurat niczego do pieczenia w obwodzie - tak to chociaż jakieś zapiekanki mogłyby się obok robić.
Zastanawiam się tylko, czy skoro dawałam do marynaty saletrę, na pewno mogę dawać Zośce do spróbowania.


