W ManU był idolem, niemal bogiem jak niegdyś Cantona. Wykonywane przez niego rzuty wolne były 'zabójcze' dla bramkarzy. Umiał znakomicie odegrać - był wspaniałym pomocnikiem.
A potem co?
Real, drużyna gromadząca gwiazdorów.
Sławna żona.
Wprowadzenie się w świat kolorowych pisemek, sesje zdjęciowe, szastanie kasą itd. itd.
Przyznać trzeba, że się chłopak zmarnował...


