Coś w tym jest. Jak tak patrzę wstecz, to najgorsze lata małżeństwa moich rodziców były tymi, w których razem prowadzili firmę. Masakra - o 7 do roboty, do 16 siedzieć razem na kilkunastu metrach kwadratowych, potem wspólny powrót do domu, obiad, wieczór głównie we dwoje, bo nastoletnie/dorosłe dzieci poza domem, noc też we dwoje. Dramat.janop pisze:Osobiście nie chciałbym pracować z dziewczyną w jednym miejscu. Doszedłem do momentu kiedy po 15:00 jestem po robocie i nie chciałbym w domu wracać do wydarzeń z nią związanych.
Pół roku przed tym, jak wynajęliśmy mieszkanie, mieliśmy z Marcinem taki plan, żeby wprowadził się do moich rodziców i żebyśmy mieszkali razem w moim pokoju. W pewnym momencie stanęła mi prze oczami wizja kiszenia się razem w jednym pokoju i uznałam, że ni cholery. Przemęczyliśmy się jeszcze trochę osobno i teraz sobie normalnie egzystujemy w trzypokojowym mieszkaniu. Mogę mieć cały jeden pokój dla siebie, gdybym miała na niego jakieś nerwy, nie muszę siedzieć obok. To bardzo zdrowe, taka osobna przestrzeń.


