Wiesz, my mieszkaliśmy jakieś 800 metrów od siebie i zanim zamieszkaliśmy razem, to przez siedem lat widywaliśmy się każdego dnia i spędzaliśmy ze sobą mnóstwo czasu. Zdarzył się jeden dzień, kiedy się nie widzieliśmy, bo wyjechałam na zajęcia animatorskie do Konstancina. Marlon przez cały ten czas raz jeden spotkał się z kolegą. Mogłam go namawiać, przymuszać - bez skutku. On wolał czas spędzać ze mną i nie mogłam nic z tym zrobić. Ja, dla zdrowia umysłowego, regularnie widywałam się ze znajomymi [płci obojga], bo nie wyobrażam sobie całodobowego przyklejenia do jednej osoby. Teraz mamy taki stan, bo większość znajomych na Wyspach, i wcale to nie jest dobre.DDK pisze: Dlaczego mi zaczyna się to niepodobać? Bo jak człowiek spędza za dużo czasu z jedną osobą to po pewnym czasie zaczyna być to męczące. Dodatkowo mieszkamy 3km od siebie, żadne z nas nie ma bliższej rodziny poza Krakowem, więc żadno z nas nie wyjeżdza na weekendy itp. Chyba jesteśmy skazani na swoje towarzystwo


