Miejscem, w którym rozpocząłem swoją karierę jest drugoligowe Montpellier. Klub może bez wielkiej historii (wszak został założony zaledwie w roku 1974), ale to tutaj przez 3 sezony grał Roger Milla (notabene obecnie mój scout) i to tutaj Laurent Blanc rozpoczął swoją karierę zawodniczą. Jak klub wygląda obecnie, a mianowicie w lecie 2007 roku? To typowy średniak Ligue 2, bez perspektyw na awans, ale też spokojny o swój ligowy byt.Plusami klubu są duży stadion mieszczący 32900 osób (jak się później okazało, na drugoligowe rozgrywki przychodziło zaledwie 7000 kibiców) i doskonała akademia piłkarska (wśród młodzieży trenującej w klubie znajdują się tacy zawodnicy jak Remy Cabella, Benjamin Stambouli, Mapou Yanga Mbiwa czy Younes Belhanda), która pozwala z optymizmem patrzeć w przyszłość.
No dobrze, może nie jest to zespół walczący o najwyższe cele, ale mimo wszystko jakim cudem w Montpellier znalazł zatrudnienie Polak (!) bez żadnych sukcesów w zawodowej piłce (!!)? Jeśli ktoś ze śledzących ligę spodziewał się zatrudnienia szkoleniowca znad Wisły to jedynym kandydatem był zespół Nantes, który w tym roku został kupiony przez polskiego przedsiębiorcę Waldemara Kitę. Zagadka zdawała się nie mieć rozwiązania...
I tutaj pojawiam się ja, człowiek znikąd. To mi powierzono posadę szkoleniowca Montpellier. Czy słusznie? To się dopiero okaże.
Na spotkaniu z prezesem wspólnie ustaliliśmy, że celem na nadchodzący sezon będzie walka o górną połówkę tabeli. Niezbyt ambitnie, ale uznałem, że jeśli nie chcę za szybko skończyć przygody z francuską piłką to lepiej nie rozbudzać niepotrzebnie apetytów władz klubu. Po przybyciu na pierwszy trening zrozumiałem, czemu bukmacherzy przewidywali, że drużyna zajmie zaledwie 12 miejsce na koniec sezonu. Największymi bolączkami drużyny była stara kadra, a także zupełne braki na niektórych pozycjach. Zatem szybko zabrałem się do roboty i zacząłem szukać piłkarzy chętnych do gry w moim zespole. Początek okienka przyniósł znakomitą, a w zasadzie dwie znakomite wiadomości. Na podpisanie kontraktu z klubem zdecydowali się dwaj piłkarze z przeszłością w "wielkiej piłce", a zarazem nadal w dobrym piłkarsko wieku. W odstępie tygodnia jako nowi gracze Montpellier zostali zaprezentowani Eric Djemba Djemba oraz Mohamed Kallon. Co najlepsze, obu skończyły się kontrakty w poprzednich klubach, toteż obaj przyszli z kartą w ręku. W tak zwanym międzyczasie do klubu przybyło 2 "wonderkidów" - rumuński napastnik Bogdan Stancu oraz bramkarz z nieco egzotycznego kraju - Kostarykanin Keylor Navas. Oprócz nich do klubu zostali sprowadzeni obrońcy (w liczbie 3), a na zasadzie wypożyczenia klub wzmocnili Abdou Traore oraz Kevin Gameiro. Jednocześnie rozpocząłem proces odmładzania kadry i tym sposobem zespół opuściło kilku wiekowych graczy.
Podczas przygotowań do sezonu wypracowałem taką taktykę:
Szczerze powiedziawszy gra nie wyglądała zbyt dobrze, ale gdy w ostatnim sparingu odnieśliśmy pewne zwycięstwo uznałem, że w końcu maszyna zatrybiła i w efekcie zrezygnowałem z pozyskania dobrego ofensywnego pomocnika Toniego Morala, którego Alaves zaproponowało mi za całe 0 euro. Uznałem, że jesteśmy wystarczająco mocni, żeby poradzić sobie i bez niego, w szczególności, że musiałbym mu zaproponować jedną z najwyższych pensji w zespole. Porażki w pierwszych dwóch meczach sezonu ostudziły mój zapał, więc natychmiast sprawdziłem jak ma się sytuacja Morala. Na szczęście Alaves rozwiązała z nim kontrakt i 03.09 nasz zespół wzmocnił ostatni zawodnik w tym sezonie. Od tego momentu gra zespołu wyraźnie się poprawiła, udało nam się nawet zanotować serię 10 meczów bez porażki (w tym 6 wygranych spotkań pod rząd) i tym sposobem na półmetku sezonu zajmowaliśmy 3 miejsce, które było ostatnim miejscem premiowanym awansem do Ligue 1.
Z czasem zaczęło mi przeszkadzać, że mimo dobrych wyników tylko sporadycznie utrzymywaliśmy się przy piłce częściej niż nasz przeciwnik. Był to bodziec do lekkiej modyfikacji taktyki:
Zmiana nie okazała się może strzałem w 10, ale jednak było widać lekką poprawę, więc kontynuowaliśmy grę w tym ustawieniu. W dalszym ciągu wygrywaliśmy większość spotkań i w okolicy 28 kolejki zajęliśmy fotel lidera. Wtedy coś się zepsuło, choć żeby trafniej ująć to co stało się z naszą grą to należałoby powiedzieć, że coś się konkretnie zesrało. Doszło nawet do tego, że dostaliśmy w trąbę nawet z 19 i 20 (na 20) drużyną w stawce. Spadliśmy na 3 miejsce, a 4 drużyna zaczęła nam deptać po piętach. Dla ratowania atmosfery w ostatnich tygodniach sezonu rozegraliśmy 2 sparingi z naszą drugą drużyną. Choć oba zwycięskie, nikogo nie podniosło to na duchu, bo nawet juniorzy z akademii byli w stanie nas zdominować w środku pola. Mimo przeciwności losu udało nam się wygrać 36 (4 graczy kontuzjowanych, kolejnych 4 zawieszonych za kartki) i 37 (w 63 minucie mój defensywy pomocnik dostał czerwoną kartkę, nie miałem kim go zastąpić, więc przesunąłem do środka pola prawego obrońcę, z kolei jego miejsce zajął ofensywny pomocnik) kolejce. Takim sposobem udało nam się obronić 3 lokatę. Problem w tym, że w ostatniej kolejce czekało nas wyjazdowe starcie z najlepszą drużyną i bezdyskusyjnym liderem z Troyes, a 4 drużyna nadal miała szanse nas przegonić. Przesadnie nie dramatyzując udało nam się zremisować ten mecz i nie tylko obronić 3 lokatę, a nawet wskoczyć na drugie miejsce. Tym sposobem awans do Ligue 1 stal się faktem!
Oczywiście prezes i kibice byli zachwyceni niespodziewanym sukcesem zespołu, więc nikt nawet się nie zastanawiał czy należy kontynuować naszą współpracę. Ja z kolei cieszyłem się z 3 miejsca w plebiscycie na najlepszego trenera Ligue 2, a także z tego, że w rok zbudowałem sobie przyzwoitą markę na francuskim rynku.
Co zapisać po stronie minusów - z pewnością niską liczbę kibiców, którzy oglądali nas na stadionie. Do tego również stan finansów (do czego przyczyniły się niskie dochody z dnia meczowego), ponieważ w czerwcu 2008 klub był ponad 1mln euro "pod kreską". Można więc powiedzieć, że awans do Ligue 1 (wpływy z telewizji wyniosą około 4 mln euro na rok) niejako uratował przed popadnięciem w tarapaty finansowe, które mogłyby skutkować popadnięciem w jeszcze większy marazm.



