Największa bolączka u nas to będzie brak Santiego Cazorli, który sprawiał, że pomoc działała. W jego miejscu jest Ramsey, który jest kompletnie bez formy. Ponadto, Alexis również jest ostatnio bez formy i w ogóle w ataku bijemy głową w mur - kiepskie wykonanie, strzały w bramkarza albo w ogóle nie wiadomo gdzie. To nie wróży dobrze, bo w takim meczu (czy takich meczach) wykorzystanie tego, co się dostanie, jest piekielnie ważne, bo nie dostaje się dużo. Kibice Arsenalu pamiętają, jak przy wyniku 3-1 Bendtner miał okazję, by coś zrobić, ale tak się zaczął plątać, że Mascherano mu wybił z głowy strzelanie bramki. Być może to, że wrócił Welbeck pomoże zmienić dynamikę ataku. Przynajmniej wtedy jest szansa, że będzie można wprowadzić kogoś innego, niż Giroud żeby podejść z innej strony do meczu. Zobaczymy.
Kolejna rzecz jaka mnie przeraża, to Mertesacker w obronie. Lubię gościa i moim zdaniem to dobry stoper, ale obawiam się, że tak zostanie wkręcony, że nic z niego nie zostanie. Koscielny też ostatnio w kiepskiej formie (a przynajmniej sporo słabszej, niż może być), więc nie wiem, jak to wyjdzie. Tyle dobrze, że jest Coquelin, bo jakbyśmy z Flaminim mieli wyjść na ten mecz to dajcie spokój
Jeszcze inna sprawa, że w 2010 i 2011 kontynuowany był nasz trend, że nie przegrywaliśmy spotkań u siebie w LM. Wtedy tylko angielskie drużyny wywoziły zwycięstwo w LM z Emirates. Od tamtej pory wiele się zmieniło. Pokonywała nas Borussia, Bayern, Schalke, ba, nawet w tym sezonie przegraliśmy u siebie z Olympiakosem! Dlatego wcale się nie zdziwię, jak tym razem nic się uda zdobyć na Emirates. No ale po to się kibicuje, żeby mieć nadzieję i wierzyć, w innym wypadku można w ogóle meczu nie odpalać



