Zacznę od tego zdania:
Właśnie ja uważam, że jest zupełnie na odwrót. Na forum Barcelony widziałem eleganckie stwierdzenie - "cyniczna Barcelona Enrique". I z tym się zgadzam. Ilekroć graliśmy z Barceloną Pepa, to pomimo tej wielkiej dominacji, jakoś z tego wychodziliśmy i coś się udawało w pierwszym meczu. W 2010 graliśmy jakimiś Denilsonami, Diabym, Bendtnerem, bez Fabregasa, bez Van Persiego, a 2-2 było. No na Camp Nou zjadł nas Messi, ale cóż - dominacja była ale i nasz skład był tragiczny. W 2011 wygraliśmy u siebie i był bardzo, bardzo dziwny rewanż na wyjeździe. Różnie mogło być, nie ma co do tego wracać.sickstick pisze:Pomijając wynik, na podstawie meczów z Arsenalem dzisiejsza Barcelona jest wyraźnie słabsza od Barcelony Pepa. Tam byliśmy z zdominowani, dziś gramy jak równy z równym.
Tutaj było inaczej. Tutaj zagrał dużo, dużo silniejszy Arsenal niż ten sprzed 5 lat. Ale IMO zagrała też sporo silniejsza Barcelona. Jedyne, na co mogliśmy liczyć, to bardzo mądra defensywa i gra z kontry.
Moim zdaniem świetnie broniliśmy się przez praktycznie całą pierwszą połowę, do 44. minuty. Wielki ukłon dla Wengera, bo wreszcie KAŻDY mógł gołym okiem zobaczyć, że oto Arsenal jednak dostosowuje się do rywala. Przez lata tak nie było, przez lata po prostu wychodziliśmy i graliśmy "swoje" i kończyło się to wiadomo jak. Ale nie tu. Tu oddaliśmy piłkę, broniliśmy się bardzo dobrze i mądrze i kontrowaliśmy. Stworzyliśmy kilka sytuacji, do tego bodajżę 2-3 w meczu które były po prostu setkami, których nie wolno było spieprzyć.
Ale spieprzyliśmy. No i nastała druga połowa. W drugiej odsłonie graliśmy dośc sensownie w środku pola, ale to Barcelona spokojnie kontrolowała w większości ten przebieg i zaczęli przykręcąć śrubę. Wyglądało to trochę jak mecze nasze z jakimiś murarzami z dołu PL. Niestety, kluczowa była kontuzja Oxa. Bardzo szkoda, że musiał wejść. WIększa jednak szkoda, kto za niego wszedł. Ox w ataku dużo spartolił, ale w obronie dawał sporo. Walcott w obronie nie dawał nic. Wrócił się co, raz? Dwa? Poza tym było źle.
Jeśli chodzi o te setki to pamiętajmy, że Barcelona też kilka niesamowitych miała i to jeszcze w pierwszej połowie. Szczególnie te dwie ostatnie minuty - tam mogł, a nawet powinien, paść gol. Więc o ile my nieźle spartoliliśmy, oni też.
Ciekawe jest też to, że Ramsey zagrał świetną pierwszą połowę. Zarówno on jak i Coquelin bardzo dużo dawali w środku pola. Potem wszystko się zesrało. W drugiej połowie ewidentne były te braki. Nie weim, co się stało? Czy brak Oxa był aż tak istotny? Czy może po prostu było niesamowite zmęczenie już tych chłopaków? Nie wiem.
Smutno mi też z powodu tego, co się stało po bramce. Tzn. sama bramka jest tragedią i nie miało prawa do tego dojść. Z drugiej jednak strony, daliśmy z siebie wszystko i chcieliśmy Barceloną zabiegać, ale na 90 minut to nie starczyło. Karny... cóz. Nie wiem, co zrobił Mertesacker, dlaczego tak przyjął jak przyjął. Flaminiego bym tak nie winił. Nie mam pojęcia, co robił na boisku, dlaczego on wszedł, w ogóle się z tą zmianą nie zgadzam, ale jak już był, to go za ten faul nie winię - Mertesacker postawił go w sytuacji bez wyjścia praktycznie tym wystawieniem piłki do Messiego.
Ogólnie wydaje mi sie, że mogliśmy, a nawet powinniśmy coś ukłuć. Barcelona w tym sezonie jest znana ze słabych pierwszych połów i mocnych drugich. Pokazała to tutaj. Czy taki jest plan? Pewnie nie, nie wiem. Tylko oni wiedzą. Nie zmienia to jednak faktu, że zawsze było tak, że wykorzystywaliśmy ich braki w drugiej połowie u siebie. W tym roku bylo zupełnie na odwrót i tam byłą widoczna ta moc - po przeczekaniu naszej mocnej obrony i pewnej ilości szans, bezlitośnie wykorzystali opadanie nasze z sił i strzelili sobie bramkę. Potem się wystawiliśmy i Suarez trafił w słupek - mogło być dwa. Było dwa po tym, jak Mertesacker podał Messiemu - karny czy nie karny, pewnie drugi gol by tam padł.
Niestety, mimo wszystko zabrakło paru rzeczy. Zagraliśmy bardzo dobrą pierwszą połowę i graliśmy w porządku kawałek drugiej połowy. Ale fakt, że nie wykorzystaliśmy żadnej z dobrych okazji musiał się zemścić - nierealistycznym jest założenie, że uda się z Barceloną dowieźć 0-0/
Po meczach w 2010 i 2011 czułem, że jest różnica klas - ale wtedy czułem, że Arsenal jest po prostu słaby, granie Denilsonem, Diabym, Bendtnerem było słabe. Teraz Arsenal jest dużo mocniejszy - ale szans na awans widziałem mniej, niż wtedy. No i czapki z głów, bo Barca zagrała dobry mecz na wyjeździe w LM i uzyskała zajebisty wynik. Z ich strony, w pierwszej połowie trochę zagroziliśmy, aczkolwiek oni mieli duże posiadanie i też podchodzili pod bramkę. Jako drużyna na wyjeździe LM mogła sobie pozwolić na bronienie się i próbę ubicia nas jak się przytrafi. Wszyscy dobrze wiemy, co potrafią robić z drużynami na Camp Nou. Tak więc pomimo dość słabej pierwszej połowy Barcy, absolutnie można powiedzieć, że gra całościowo była mądra i nie tylko wynik tu był dobry. Wynik mają zajebisty, nawet Wenger - a tego to jeszcze nie słyszałem - użył słów, że awans Barcy jest "pewny".



