Wreszcie pokazaliśmy charakter, którego od United należało oczekiwać. Po pierwszej połowie i nietrafionym karnym trochę strachu było, ale w drugiej części zagraliśmy jak na Manchester United przystało. Rywal też po golu na 2-1 stracił chyba nadzieję na korzystny wynik, a nam zaczęło wszystko wychodzić. Genialny Depay, który był wszędzie, brał udział w każdej akcji i walnie przyczynił się do wygranej. Co prawda bywa irytujący, gdy czasem za długo bawi się z piłką, ale wydaje mi się, że wraca mu luz, że te łatwiejsze mecze, w których się wyszumiał, trochę mu pomogły. Oby teraz przełożył ten entuzjazm na ligę, a będzie dobrze. Wielkie brawa dla Rashforda, nie tylko za strzelone gole, ale też za to, że z każdą minutą rósł w oczach, brał coraz więcej odpowiedzialności na swoje barki. Fajne wejście młodego, obyśmy z niego częściej korzystali, bo chłopak pokazuje wielki potencjał. Za drugą połowę można już tylko chwalić chłopaków, można było dołożyć ze dwie bramki, ale cztery trafienia w 45 minut robią dobre wrażenie. No i całkowicie kontrolowaliśmy grę, więc nie było drżenia o to, że przy 2-1 stracimy bramkę. Oczywiście należy brać pod uwagę, że graliśmy z zespołem, którego nazwy wiele osób nie umie wypowiedzieć, niemniej i tak imponująco to wyglądało w drugiej części (pierwszej nie widziałem, toteż się nie odnoszę).
Teraz mecz z Arsenalem, sporo strat w składzie, więc nie ma co się nastawiać na dobry rezultat, ale na pewno jest więcej nadziei niż jeszcze kilka dni temu. Mam nadzieję, że te dwa łatwe, ale ważne mecze będą jakimś początkiem lepszej gry United, bo nie wiem, co innego może nam w lidze pomóc.



