Polska - Finlandia 5:0
rywal słabiutki, to już nie to pokolenie, gdy przegrywaliśmy w Bydgoszczy 1:3, a Finlandia do końca walczyła o wyjazd na Euro. Niemniej jednak na takich przeciwnikach również trzeba ćwiczyć zgranie, wzmacniać formę, poprawiać skuteczność itd., dlatego doceniam to, co nasi dzisiaj zaprezentowali. Pierwsza połowa dla Boruca niemalże bezrobotna, dopiero w ostatnich 5. minutach Finowie trochę przycisnęli i w efekcie bramkarz Bournemouth musiał wychodzić poza pole karne, aby wykonać interwencję wślizgiem, kolejno złapał piłkę po "wrzutce" z rzutu rożnego, a na koniec chwili nerwów dostarczył rzut wolny. Druga połowa w naszym wykonaniu nieco słabsza, tzn. Biało-czerwoni byli mniej aktywni w ataku, ale w obronie poza dwiema, może trzema, niezłymi akcjami Finów (zwłaszcza po wejściu Teemu Pukkiego, znanego m.in. z występów w Schalke) niespecjalnie były podstawy do wykazania się. Szkoda tej poprzeczki Lewandowskiego, mogła być ładna bramka z rzutu wolnego, ale może "wejdzie" innym razem. Dobry mecz Grosickiego, podobali mi się również Glik z Jędrzejczykiem, który bardzo często się podłączał do akcji ofensywnych. Salamon oklaski za tę asystę. Wypieszczone, idealne podanie. Jest zwycięstwo.



