Nie spodziewałem się. To znaczy spodziewałem się więcej po Barcelonie.
Ramosa chyba nigdy nie zrozumiem. Potrafi grać bardzo dobrze, a stalowe jaja z Lizbony przeszły do historii, ale umiejętność kalkulowania ryzyka jest zupełnie poza zasięgiem umysłu tego człowieka. Trudno było dostać bardziej ewidentną czerwoną kartkę, a przecież już wcześniej grał na granicy.
Zdecydowanie rozczarowały mnie bardzo improwizowana gra w ataku i liczne absurdalne straty piłki.
Na pewno warto jednak pisać o pozytywach, zwłaszcza, że mecz został wygrany. Rywale wypracowali sobie dość mało czystych sytuacji, w których naprawdę były duże szanse na gola. Nie umniejszając niczego obrońcom i pomocnikom muszę napisać, że chłopaki z BBC a Cristiano w szczególności jeszcze nigdy nie wykazywali takiego zaangażowania w grę defensywną. Gdyby to było standardem, sytuacja w tabeli mogłaby wyglądać zupełnie inaczej.
Nie zmienia to faktu, że znów należy pochwalić Keylora Navasa, zwłaszcza za niezwykle trudną obronę tego technicznego strzału Messiego.
Brawo też dla Zidane'a bo zalicza bardzo udane pierwsze El Clasico na ławce trenerskiej, ale przede wszystkim w drugiej linii rozsądnie postawił na Casemiro i w drugiej połowie zauważył ten detal, że Barcelona zaczęła się trochę za bardzo otwierać i zostawiać więcej wolnego miejsca na przedpolu. Wprowadzenie w takich okolicznościach na boisko Jese było strzałem w dziesiątkę.
Na wygranie ligi oczywiście nie ma szans, ale zrobienie remontady na Camp Nou w 10-tkę (a pamiętajmy o nieuznanym prawidłowym golu Bale'a), przerwanie serii 39 meczów Barcelony bez porażki i popsucie hołdu Barcelony dla Cruyffa ma jakiś pozytywny smaczek.



