Coś w tym jest. Możliwe, że przeceniam City w stosunku do MU ale tak jak wspomniałem wcześniej tu nie tyle chodzi o City co o MU. Ta drużyna nie potrafi wygrywać w przekonujący sposób i co ważniejsze nie potrafi wygrywać regularnie. Potrafi ograć Arsenal a chwilę potem przegrać z West Bromem i zostać zdeklasowana przez Liverpool. To jest moim zdaniem czynnik, który sprawia, że ta LM i top4 jest daleko.
Dla mnie nie tyle mecz z Totkami co każdy kolejny w tej chwili jest już kluczowy. Po prostu biorąc pod uwagę nasz styl gry i regularność uważam, że dotarliśmy do etapu gdzie nie ma marginesu błędu i straty punktów już nie będą wybaczane jak wcześniej. Naturalnie mogę się mylić i cała czołówka może dalej tak kaleczyć do samego końca jak to robi od 32 kolejek. Nie ma się co oszukiwać, rywalizacja MU z City to w tej chwili wyścig ślepego z kulawym. Oczywiście możemy i przegrać z Totkami a Pelle rzucić wszystko na LM i wręcz na złość następcy olać ligę co dałoby jakąś nadzieję na przeskoczenie City. Mimo wszystko widząc jak MU takimi meczami jak z City, Arsenalem czy remisami Chelsea któryś już raz budzi nadzieje na ratowanie tego sezonu a potem też któryś raz notuje kuriozalny mecz z West Bromem albo serię porażek z drużynami okolicy strefy spadkowej, trudno mi liczyć, że teraz nagle LVG zafunduje nam najdłuższą serię zwycięstw w sezonie. Zwłaszcza jak oglądam każdy kolejny mecz gdzie tak jak przez cały sezon chodzimy chwiejnie po linie a granica między zwycięstwami a porażkami jest ledwo widoczna i w głównej mierze opiera się na farcie albo interwencjach De Gei.
Za Fergusona byłbym spokojny o finał tego sezonu (chociaż nie zapomnę roztrwonienia tych 8 pkt przewagi i przegrania majstra w 2012). Przy obecnym MU im teoretycznie prostszy przeciwnik tym bardziej spodziewam się straty punktów.



