Dresiarze!

Handsome Boy

Post autor: Handsome Boy » 19 sie 2005, 14:35

czesc III

wracam sobie napruty z hipnozy (klub w toruniu, wczoraj czarna muza), lekko agresywny. podbijam do dwoch cieci, wygladajacych tak, ze chyba nie mialbym szans i pytam czy nie chca wpierdol. oni mi na to, ze chca. no to troche wlaczyl mi sie zmysl samozachowawczy i starm sie uspokoic sytuacje, a tu ni stad ni zowad pojawia sie moich dwoch ziomkow. wiec juz juz jest trzech na dwoch (nas trzech). kazdy w reku butelka z browarem, lioczyc jak niebezpieczne narzedzie. wiec zmysl samozachowawczy mi sie wylaczyl i o dziwo nie wlaczyl sie przeciwnikom. gadka jak na amerykanskich filmach, z twarzami w odleglosci od siebie z gora 5 cm. nagle dostaje liscia w lewy profil (ten gorszy), reakcja byla szybka.... lisc w lewy profil konwersanta. co prawda lzejszy, ale jestem zadowolony z tak szybkiej reakcji. kolo pewnie nie wiedzial kto pierwszy wysunal cios. w sumie nic wiecej sie nie wydarzylo, bo nadeszlo 3 ziomkow mojego ziomka i wtedy odezwal sie instynk samozachowawczy u tamtych i teraz oni uspokajali sytuacje, starajac sie jak najszybcie oddalic. udalo im sie... z tego co sie piozniej dowuiedzialem, to tych 3 ziomkow mojego ziomka, to niezli fighterzy i tylko czekaja na okazje do nmordobicie. w sumie dobrze sie stalo, ze obylo sie bez uszkodzen po zadnej ze stran, ale....
teraz konkluzja... jestem zly na siebie, ze jestem malo zdecydowany. mialem mnostwo okazji by wyprowadzic celny, perfekcyjny cios, a nie zrobilem tego. bylby to taki cios, ze wszystko skonczyloby sie po trzech ciosach (wszystkie moje). raz w splot sloneczny, dwa razy kolano w twarz i koniec. nie zrobilem tego, za co jestem na siebie zly. bylo wiele takich sytuacji, gdzie sie nie wachalem. widac, ze sie starzeje, wychodze z wprawy. to nie moze sie powtorzyc... zdecydowanie to jest rzecz nad ktora bede musial popracowac....

pamietajcie dzieci. najwazniejsze jest zdecydowanie. uderzasz pierwszy, przemyslany, celny, ownujacy cios i macie 90% szans, ze wyjdziecie z tego zwyciesko. jak sie wachacie to przeciwnik moze miec te 90%. akurat u mnie tej sytuacji nie bylo, a nawet jakby byla to i tak z obitym ryjem wyszedlbym zwyciesko (potrafie wykorzystac nawet te 10%). jezeli brak wam zdecydowania, uczcie sie bic w parterze, to jedyna szansa na te 10%. uczcie sie wtedy nie wygrywac, lecz robic krzywde, to jest szansa. nie ma granic.... po dwoch ciosach na ryj na maxa mocnych nie ma zachamowan u przeciwnika. macie wybor, albo zostaniecie zmasakrowani, albo zrobicie komus krzywde. ja wole ta druga opcje. uczcie sie lamac rece, wyrywac poliki, lamac nosy i miazdyc krtan, to wszystko w parterze...

Wróć do „Hyde Park”