Pierwsza połowa ze wskazaniem na Atlético, ruszyli od początku, strzelili bramkę, a Bayern skazany był na grę skrzydłami ze względu na dominację gospodarzy w środku pola. W drugiej połowie poza okazją Torresa, ekipa Simeone nie miała żadnych szans na podwyższenie wyniku, natomiast Bayern nieustannie atakował, miał pecha, bo trafiał w poprzeczkę i słupek, a kilka razy znakomicie bronił Jan Oblak.
Nie wiem, czy w ogóle warto jest rozwodzić się nad tym, czy byliśmy świadkami geniuszu Simeone albo jakiegoś spartaczenia przez Guardiolę. Za Argentyńczykiem przemawia to, że ostatecznie wygrał, a jego zespół po raz kolejny nie stracił gola. Hiszpanowi należy oddać fakt, że po przerwie jego zespół cisnął niemiłosiernie i Bawarczycy byli krok od wyrównania.
Dla mnie tyle. Będzie rewanż to wyjdzie, który lepszy.



