Manchester United (zbiorczy) (cz.2)

blackmore
Kapitan
Kapitan
Posty: 3853
Rejestracja: 28 wrz 2013, 21:11
Reputacja: 163

Manchester United (zbiorczy) (cz.2)

Post autor: blackmore » 07 maja 2016, 15:51

Norwich City - Manchester United 0:1

ten mecz przypominał mi trochę zeszłosezonowe domowe starcie QPR z Chelsea. Scenariusz rywalizacji podobny, postawa jednych i drugich, a jedyny gol, na którego niewiele się zapowiadało, również o wielkiej wadze. Początek dzisiejszego pojedynku na Carrow Road ze wskazaniem na gospodarzy, którzy w ciągu pierwszych 5. minut przygnietli United, wywalczając dwa rzuty rożne, a także raz zatrudniając de Geę, który po raz kolejny wykazał się kapitalnym refleksem. Byłem ostrożny wobec zachwytu nad taką postawą Karanków, albowiem równie prawdopodobne było to, że za kilkanaście minut spuszczą z tonu, co byłoby realne, gdyby nie słabiutko prezentujący się Manchester.

W pierwszej połowie poza okazją, w której obrońcy Norwich rozpaczliwie wybijali piłkę przed Lingardem oraz rzutem wolnym w wykonaniu Depaya, Czerwone Diabły nie wykreowały żadnej ciekawej akcji. "Rajdy" Depaya w dużej mierze kończyły się stratą i niesamowite jest to, jaki regres zanotował ten obiecująco zapowiadający się zawodnik. W przyszłym sezonie powinien być tylko lepszy (na taki zupełny upadek chyba sobie nie pozwoli), niemniej jednak zapewne wśród fanów jego talentu pozostaje olbrzymi niesmak wobec tego debiutanckiego roku. Pechowo ten mecz ułożył się dla Darmiana. Oby nic poważnego i zdążył się przygotować do Euro, ale dla samego Manchesteru nie była to aż tak odczuwalna strata, albowiem Borthwick-Jackson to bardzo trafiona opcja nie tylko na zastępstwo, ale także pierwszy skład.

Bassong pomógł, ale dla mnie Manchester pokazał przejaw posiadania pierwiastka bycia wielkim. Dostali akcję do skończenia, to skończyli. Znakomity Rooney, pomimo że w pierwszej fazie tej sytuacji myślałem, że ją spartaczy. Zaliczył jednak świetną asystę przy pewnym wykończeniu akcji przez Matę. W końcówce również wszystko pod kontrolą Manchesteru, zapewne z jednej strony drużyna Neila była już zmęczona, ale z drugiej Czerwone Diabły skutecznie niwelowali rozpaczliwe poczynania Kanarków i ze stoickim spokojem dowieźli prowadzenie do ostatniego gwizdka.

Wróć do „Anglia”