Manchester United (zbiorczy) (cz.2)

Awatar użytkownika
Morrow
Administrator
Administrator
Posty: 12926
Rejestracja: 15 maja 2006, 22:36
Reputacja: 2055

Manchester United (zbiorczy) (cz.2)

Post autor: Morrow » 07 maja 2016, 15:57

Tu pisałem ostatnio co się musi stać i jak żeby konkretne drużyny weszły do top4 albo zostały w lidze:

http://swiatpilki.com/viewtopic.php?f=2 ... i#p1039138


Uff. Tyle można napisać. Bassong graczem meczu po stronie MU. Rooney i tak zrobił wszystko co się dało żeby tę akcję zmarnować ale Mata jakoś to wcisnął. Gówniany mecz jakich wiele za kadencji Van Gaala. Katorga dla oczu, akcji tyle co kot napłakał, brak pomysłu na wykreowanie sobie dogodnych sytuacji, za to posiadanie pierwsza klasa. Gramy o uratowanie sezonu a ze spadkowiczem nie jesteśmy w stanie oddać strzału na bramkę przez większość meczu. Filozofia.

Nie wiem kto był gorszy, Rojo czy Depay. Występy koszmary. Obaj grali tak źle, że to rzucałoby się w oczy w Ekstraklasie a co dopiero w Premier League. Argentyńczyk to tykająca bomba, on na lewej obronie średnio ogarnia z tyłu, na stoperze to katastrofa, dziś był strasznie elektryczny. Depay był tragiczny, zaangażowanie niemal zerowe, dużo człapania i robienia min bo nic mu nie wychodziło. W pojedynkach 1na1 bezproduktywny, wrzutek nie był w stanie zmieścić w boisku, praktycznie zerowe zagrożenie. Straszny występ.

Rooney jest już za wolny na 9, podanie i przegląd ma ale żeby biegać z przodu metryka mu nie pozwala, stracił te atrybuty, które kiedyś pozwalały mu tam błyszczeć. Mata w drugiej połowie trochę aktywniejszy, ratuje go też bramka. Herrera chaotyczny, kilka durnych strat i poza kilkoma odbiorami nie pokazał niczego co pozwoliłoby go pochwalić. Nieźle wyglądał CBJ po wejściu, po stokroć go wolę oglądać po lewej stronie niż Darmiana. Szkoda Włocha bo Euro raczej na bank ma z głowy a to zawsze bardzo bolesne. Antek też się pokazał z dobrej strony. Z przodu może bez fajerwerków ale z tyłu był solidny. Trudno nie lubić Ekwadorczyka, nigdy nie będzie artystą ale widać, że zostawia serce na boisku.

Ogólnie liczą się 3 punkty i trzeba zapomnieć o tym co działo się przez 90 minut bo gdyby nie Bassong pewnie skończyłoby się remisem. Teraz kciuki za Arsenal jutro i miejmy nadzieję, że we wtorek z Młotami o LM na Boleyn. Zawsze to jakieś emocje na koniec tego ciężkiego sezonu.

Wróć do „Anglia”