Polska - Litwa 0:0
brawo, zagraliśmy niemalże jak równy z równym z Litwinami. Tylko w drugiej połowie było widać różnicę, ale niewielką. Zacznijmy jednak od początku. Przeciwnik grał ostro, agresywnie i widać, że takim zachowaniem chciał nadrobić ubytki techniczne. Gorzej, że Biało-czerwoni nie udowodnili, iż niektórzy z nich grają w klubach europejskich, a pozostali chcieli pomóc rywalowi. Np. taki Cionek, który dwukrotnie stał się przyczyną groźnych akcji Litwinów. Martwię się o naszą obronę. Coraz bardziej. Niemcy znowu mogą nam wbić dwa gole w krótkim odstępie czasowym, Ukraińcy nas zabiegają, a Irlandczycy wyprowadzą kontrę albo wygrają walkę w powietrzu i będzie po ptokach... Nie ma co ukrywać, że Nawałka musi wybrać mniejsze zło i o ile Piszczek jest pewniakiem, tak środek obrony oraz lewa strona leżą i kwiczą. Teraz o linii pomocy i ataku. Milik, jak z Holendrami, mało widoczny. Grosicki obudził się pod koniec pierwszej połowy, w drugiej też momentami szarpał, ale ponownie szału nie było. Inna sprawa, że jeszcze gorzej wypadł Peszko. Nie dość, że faulował, to jeszcze bramkarza nie potrafił minąć... Ten strzał zza pola karnego także najwyższych lotów. Nigdy nie miałem przekonania do tego zawodnika i go już nie nabiorę. Czekamy na Euro i spieprzenie setek a la mecz z Niemcami. Całkiem udane zawody Kapustki. Jak na ten wiek i doświadczenie, to chłopak nie ma się czego wstydzić. Często pokazuje się do gry, stara się, czasami indywidualnie, innym razem rozegra z kolegami. Na pierwszy skład to wciąż za mało, ale melodia przyszłości to właściwe określenie. Cóż, bez goli, kibice pogwizdali i mają prawo. Jedyne, co pozytywnego można wyciągnąć z dzisiejszego spotkania to fakt, że balonik troszkę spuści powietrza. Piłkarze do pierwszego gwizdka w Nicei będą zmuszeni koncentrować się na przygotowaniach, nie może być żadnego patrzenia z góry na kolejnych rywali. Media też mają o czym pisać, chociaż wystarczy, że uwzględnią brak Lewandowskiego i dalej będą jechać z naszą wielką siłą.



